wtorek, 25 kwietnia 2017

Wtorek Włosomaniczki-New Anna Cosmetics Expert Hair Mask

Na początku lutego miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerskim "Spotkajmy się w Łodzi II". Cały opis wydarzenia i osoby biorące w nim udział znajdziecie TUTAJ.


Zdjęcie z bloga Ladymami.pl

Jednym ze sponsorów tego spotkania była firma New Anna Cosmetics. Markę już zdążyłam poznać, bo kiedyś używałam ich nafty kosmetycznej i całkiem się z nią lubiłam. Tym razem do testowania otrzymałam dwa produkty: szampon do włosów z naftą oraz maskę Expert Hair Mask.


Szampon powędrował do mojej siostry ze względu na obecność SLS, którego ja unikam w codziennym stosowaniu. Niemniej jednak miałam okazję z niego korzystać i włosy są po nim gładkie, błyszczące i dość długo utrzymują świeżość.

Jeśli chodzi o maskę to pierwsze co rzuca się w oczy to dość oryginalne opakowanie. P|raktyczna, zamykana pompka to świetne zabezpieczenie przed moim trzylatkiem, który ostatnio uwielbia testowanie wszystkiego co mu ładnie pachnie. Przy tym dość łatwo odkręcić nakrętkę Expert Hair Mask i wybrać produkt do końca.

Expert Hair Mask ma na tyle rzadką konsystencję, że łatwo ją wycisnąć i na tyle gęsto, że nie spływa z włosów. Zapach jest neutralny.

Tutaj plusy się niestety kończą. W moim przypadku maska w żaden sposób nie nawilżyła ani nie zmiękczyła włosów, natomiast koszmarnie je obciążyła. Po porannym użyciu już wieczorem włosy były w strąkach mimo tego, że ja zawsze bardzo dokładnie spłukuję tego typu produkty.

Szampon kupię sobie jako oczyszczacz, ale do maseczki już na pewno nie wrócę.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Wielka promocja w Rossmannie-Co warto kupić oraz przypomnienie o rozdaniu

Rossmann dwa razy do roku wprowadza wielką promocję -49% na produkty do makijażu. Tym razem nie trwa jak zwykle prawie 3 tygodnie, ale zaledwie 8 dni i obowiązuje jednocześnie na wszystkie produkty, czyli twarz, oczy, usta, paznokcie. Postaram sie po krótce przybliżyć jakie produkty polecam ze swojej strony i w co warto zainwestować podczas promocji. Opiszę je markami, a nie kategoriami.



Rimmel
Zdecydowanie moja ulubiona drogeryjna marka. Zasadniczo testuję różne ich produkty i praktycznie każdy z nich jest godzien polecenia. Bardzo się lubię z praktycznie wszystkimi ich podkładami, poza Stay Matte, ale Match Perfection, Lasting Finish czy też Lasting Finish Nude są naprawdę świetne, a ten pierwszy ma dodatkowo dość bogatą ofertę kolorystyczną. Warto też zerknąć na nowości w postaci podkładu Fresher Skin czy róży Royal Blush. Jeśli chodzi o oczy to bardzo fajne są kredki do oczu Exaggerate. Moją faworytką jest czerń z drobinkami. Szminki to dla mnie kolejny świetny produkt od Rimmel. Polecam absolutnie wszystkie rodzaje, bo mają świetne kolory i nie wysuszają ust. Najmniej znam lakiery do paznokci, ale pewnie zainwestuję w jakieś kolory podczas tej promocji.

Maybelline
Jeśli chodzi o tą markę to uwielbiam ich tusze do rzęs. W zasadzie tylko z jednym, a mianowicie Lash Sensational, się nie polubiłam. Pozostałe zawsze mi bardzo pasowały i zawsze staram się mieć jakiś tusz Maybelline w zapasie. Z innych produktów do oczu polecam kultowy eyeliner, bo dzięki niemu nauczyłam sie robić ładną kreskę oraz cienie w kremie. Ja się może skuszę na jakiś produkt do makijażu twarzy typu podkład Dream Velvet.

Max Factor
Tutaj zdecydowanie polecam podkłady. Miałam kilka różnych podkładów tej firmy i zawsze się u mnie świetnie sprawdzały. Przy tym mają dość bogatą gamę kolorystyczną, więc jest w czym wybierać. Polecam też rozświetlający korektor pod oczy z gąbeczką. Nie ma może jakiegoś super krycia, ale potrakowany żółtym pudrem bardzo ładnie rozjaśnia spojrzenie.



Bourjois
Szminki, szminki i jeszcze raz szminki. Bogaty wybór kolorów i wykończeń. Ja sobie bardzo cenię markę za ciekawe odcienie fioletów, których dość ciężko szukać u innych firm. Plum plum girl z z serii Edition Velvet to jeden z moich ostatnich hitów. Bourjois wypuszcza też coraz to nowe kolory z tej serii jak i wymyśla kolejne świetne szminki
Polecam też puder Healthy Balance, który daje ładny, ale nie płaski mat. Nie polecam natomiast podkładów, bo na mojej cerze się niestety koszmarnie utleniają.

Astor
Kolejna marka, której szminki mogę polecić. Ja najbardziej lubię matowe masełka do ust, bo świetnie nawilżają. Bardzo przypadła mi też do gustu jagodowa pomadka z serii Heidi.
Z produktów do oczu świetnie się u mnie sprawdzają cienie w kredce. Ja mam bordo i nudziaka, które idealnie nadają się do szybkiego, dziennego makijażu, a później ewentualnych poprawek w ciągu dnia.



L'Oreal
Tusze do rzęs, oczywiście jak się nauczymy z nimi pracować, bo bywa to troszkę skomplikowane. Na mnie cały czas czeka podkład True Match, bo jakoś zawsze były inne produkty do wypróbowania.



SKIN79
Powiem szczerze, że nie jestem pewna czy ta marka też będzie objęta promocją. Tym bardziej, że jest dostepna w dość nielicznych Rossmannach. Jeśli będzie to nawet się nie zastanawiajcie tylko kupujcie ich genialne kremy BB.

Oczywiście warto też zerknąć na marki dostępne tylko w Rossmannie, bo miewają naprawdę doskonałe produkty jak kultowy już rozświetlacz Lovely czy świetne lakiery od Wibo.
Ja osobiście nie planuję żadnych zakupów makijażowych, bo moje zbiory mnie przytłaczają. Jedyny wyjątek może zrobię dla lakierów do paznokci.

A Wy co planujecie kupić na tej wielkiej promocji? Polecacie coś ciekawego?

Przy okazji przypominam o trwającym rozdaniu. Link znajdziecie TUTAJ.



czwartek, 23 marca 2017

Życiowe zmiany i rozdanie dla Was

Pewnie część z Was zauważyła, że mało mnie ostatnio na blogu. Nie wynika to z braku motywacji, ale raczej z pewnego braku mocy. Zmęczenie, problemy z jedzeniem i snem, generalne kiepskie samopoczucie okazały się tym samym co kilka lat temu, czyli ponownie będę mamą :-). Na razie jestem na etapie chodzenia spać o 20.00 i korzystania z każdego momentu do odpoczynku, ale powoli moja firma zaczyna zwyżkować i sądzę, że niedługo ponownie aktywuję się na blogu.

W związku z drugą ciążą zaczęłam się zastanawiać czy może nie poszerzyć tematyki bloga o tematy parentingowe, ale doszłam do wniosku, że jednak nie. Po pierwsze nie chcę ba blogu mieć za dużo różnych tematów. Po drugie mimo, że sama bardzo lubię czytać tego typu blogi, to sama nie za bardzo czuję się kompetentna, żeby się na pewne tematy wypowiadać. Po trzecie i chyba najważniejsze, mam dosyć specyficzne podejście do wychowania, żywienia i innych tego typu spraw związanych z dziećmi, a wiem, że może to nakręcać falę komentarzy, z którymi niekoniecznie mam ochotę się użerać.

Za to na blogu postaram się wrzucić kilka postów odnośnie dbania o urodę w ciąży czy też dobrych kosmetyków dla przyszłych mam. Natomiast na moim Instagramie, który jakiś czas temu założyłam mogą się też pojawić jakieś ciążowe ubrania i stylizacje.

W związku z tym, że spotkała mnie w życiu taka wielka radość, chcę się  nią podzielić z Wami i postanowiłam zrobić wielkie rozdanie. A nagroda niebagatelna, bo zakupy za 150 PLN w drogerii Cocolita.pl.



Zasady są proste:
1.Bycie publicznym obserwatorem bloga
2.Obserwowanie mojego fan page'a na Facebooku

Dodatkowo:
+1 los za obserwowanie w Google +
+2 losy za obserowowanie na Instagramie
+3 losy za udostępnienie informacji o rozdaniu


Regulamin:

1.Publiczne obserwowanie mojego bloga
2.Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
3.Konkurs trwa od 23.03.2017 do 27.04.2017 do godziny 23:59
4.Wyniki ogłoszę do 7 dni od zakończenia rozdania na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
5.Sponsorem nagród jestem ja.
6.Biorąc udział w rozdaniu zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy danych do wysyłki).
 Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Na e-mail od zwycięzcy czekam 7 dni, potem wybieram kolejną osobę.

Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.Na Facebooku lubię jako:
3.Google+:
4.Instagram:
5.Udostępnienie

Zachęcam wszystkich do brania udziału w zabawie


piątek, 3 marca 2017

Azjatycki Piątek- Azjatycka Wishlist

Dla tych co spodziewali się na dzisiaj recenzji jakiegoś "azjatyka" mam niestety złą wiadomość- recenzji dzisiaj nie będzie, ale w przyszłym tygodniu opowiem Wam jak za pomocą azjatyckiego kremu pokonałam zmarszczki pod oczami.

Ten post będzie o tym co azjatyckiego mi się marzy. Tu popuszczę wodze fantazji i nie będę się skupiac na tym co mi się przyda, ale co po prostu bym chciała mieć. W przypadku "azjatyków" jest to w dużej mierze związane z genialnymi opakowaniami, które przyciągają wzroki i które mówią "kup mnie"! I mimo tego, że jestem już całkiem dorosłą kobietą, to te słodkie opakowania mocno mnie przyciągają. Poza tym niektóre z nich, jak na przykład jabłko i pomidor z Tony Moly, znakomicie sprawdzają się jako pudełka na drobiazgi.


1.Grzybki od Tony Moly
Maseczka całonocna, oczyszczacz do porów oraz peeling cukrowy wyglądają genialnie w tych opakowaniach. Mam juz dużo taki produktów, ale te wyglądają po prostu słodko i bardzo chcę je mieć!



2.Elizavecca Milky Piggy Carbonated Bubble Clay Mask
O tej maseczce krążą już legendy i to kolejny produkt na mojej wishliście. Zresztą maseczek oczyszczających nigdy dość. Ta śmieszna świnka zbiera same dobre recenzje, więc z chęcią ją przygarnę.


3.Zestaw masek od Tony Moly
Uwielbiam maski w płacie, bo nic nie trzeba zmywać, kombinować itd. Ten zestaw też ma całkiem niezłe opinie. Lubię "jedzeniowe" produkty w kosmetykach pielęgnacyjnych, więc ten zestaw zdecydowanie mnie przyciąga.

4.Kosmetyki Cosrx
Na rynku polskim dostępnych jest coraz więcej azjatyckich marek i jedną z tych, która mnie zainteresowała jest marka Cosrx. Przeglądam co jakis czas ich ofertę i robię sobie kolejne punkty z produktów do kupienia. Produkty przyciągają ciekawymi składami i działaniem.


5.Kosmetyki Neogen to kolejna marka, która mnie bardzo interesuje. Widziałam, że już niektóre polskie drogerie internetowe mają je w swojej ofercie i z chęcią się z nimi zaznajomię, jak tylko choć trochę wyczyszczę moje obecne zapasy.

Oczywiście tych kosmetyków jest znacznie więcej, zwłaszcza z uroczych koreańskich i japońskich limitek, ale jakbym miała opisać je wszystkie to pewnie wyszłaby cała książka.

A Wy macie jakieś "Azjatyki" na swoich kosmetycznych wishlistach? A jeśli tak to jakie? Może mi coś polecicie?

wtorek, 28 lutego 2017

Relacja ze "Spotkajmy się w Łodzi II" oraz prezenty od sponsorów

Trzy tygodnie temu, czyli 4-tego lutego 2017 miałam okazję uczestniczyć po raz drugi w spotkaniu blogerek pod tytułem "Spotkajmy się w Łodzi". Kolejny raz całą imprezę organizowała Sylwia z bloga Zadbana Mama oraz Kamila z bloga Rainbow Lyll. Tak jak poprzednio spotkałyśmy się w "Tubajce", ale tym razem do naszej dyspozycji były dwie dolne sale z długimi stołami, co sprawiło, że mogłyśmy siedzieć naprzeciwko siebie i swobodnie rozmawiać.


Całe spotkanie rozpoczęło się od prezentacji Pani Agnieszki Krawiec z firmy JOICO Polska. Pani Agnieszka zaprezentowała nam wspaniały wykład na temat dbania o włosy i skórę głowy. Zaprezentowała też prostownicę firmy JOICO i kilka z uczestniczek spotkania miało okazję z niej skorzystać. Dodatkowo dostałyśmy prezenty od firmy w postacie szamponu-odżywki, lakieru, serum oraz próbek i vouchera na zabieg. Ja wiem jedno- ten lakier jeszcze na pewno kupię, bo generalnie nienawidzę tego typu produktów za hełm na głowie, a ten lakier genialnie utrwala, ale absolutnie nie skleja włosów. Jak dla mnie to jest już hit!




Na kolejne spotkanie z Anią z B. Loves Plates czekałam  niecierpliwością, bo mam w domu jakieś zestawy do stemplowania, ale jakoś nie mogłam się zebrać, żeby się za to zabrać, a poza tym wydawało mi się to bardzo skomplikowane. Ania zrobiła znakomitą prezentację i zajęcia praktyczne. Okazało się, że jest to dość proste i da się to ogarnąć. Czekam na trochę więcej czasu, żeby zacząć się bawić stemplami. Dodatkowo Ania ogłosiła fajny konkurs dla uczestniczek spotkania i kto wie, może wezmę w nim udział? Oczywiście nie obyło się bez genialnych prezentów w postaci płytki, stempla, blaszek oraz lakieru.


Po sporych emocjach przyszedł czas na posiłek. Do wyboru był krem z białych warzyw oraz zupa gulaszowa. Ja wybrałam to pierwsze i było rzeczywiście przepyszne.

Po posiłku Sylwia zorganizowała licytację dodatkowych upominków dostarczonych przez sponsorów. Cały dochód z tej licytacji oraz z wcześniejszych internetowych będzie przeznaczony dla Mikołaja, podopiecznego fundacji Jaś i Małgosia. Udało się zebrac prawie 1200 złotych!



Po licyctacji odwiedziła nas Pani Agnieszka Danowska, czyli Rzecznik Prasowy Manufaktury. Poprowadziła bardzo ciekawą prelekcję na temat możliwości promowania bloga i bycia rozpoznawalnym w siecie. Dodatkowo zrobiło mi się bardzo miło, bo wczoraj dostałam zaproszenie od Pani Agnieszki na targi Meet My Makeup w łódzkiej Manufakturze. Z chęcią się tam pojawię i Was też serdecznie zapraszam.


Kolejną cześcią była prezentacja Beaty Sadłowskiej z bloga Gasky na temat robienia zdjęć na bloga. Dowiedziałam się bardzo wielu interesujących rzeczy i mam nadzieję, że poprawi się jakość moich zdjęć, bo nie zawsze jestem z nich zadowolona.

Grupowe zdjęcie od Pauliny z bloga ladymami.blogspot.com.


A teraz prezenty od sponsorów:















Dziekuję bardzo sponsorom : AA,B.Loves PlatesDonegalDuafeElixir by NatureEquilibraHandKateHobibobiIva NaturaJoicoJukiLalkimetooMadlinMAmmaniaMiravenaNeopharmaNew Anna CosmeticsOillanOpiPatatoyPilomaxRainbow LoomSelfie ProjectWydawnictwo KobieceZakamarki.

Dziękuję serdecznie organizatorkom i uczestniczkom za wspaniałą zabawę i mam nadzieję, że będę miała okazję brać udział w kolejnych takich spotkaniach.

Więcej relacji zapewne znajdziecie na blogach moich koleżanek :


oraz na portalu, któr objął nas patronatem medialnym, czyli Kobiece Porady.

niedziela, 19 lutego 2017

Zarządzanie kosmetykami, czyli jak nie zginąć pod lawiną kosmetyków

Prawie trzy tygodnie nie było mnie na blogu. To chyba najdłuższa przerwa w blogowaniu jaką miałam o d samego początku. Niestety, pewnego rodzaju młyn zarówno w pracy, jak i w życiu osobistym sprawił, że nawet nie miałam czasu i siły na blogowanie. Dodatkowo sezon chorobowy sprawia, że zarówno Staś , jak i Piotr dość często łapią infekcje, a ja mam ręce pełne roboty.

Jeśli czytaliście zakładkę "O mnie" to pewnie zdążyliście zauważyć, że jestem managerem, a co za tym idzie zarządzam. Generalnie zarządzam ludźmi i procesami, ale pewne dobre nawyki z pracy można też przenieść do zarządzania w domu, kosmetykami czy tez ciuchami. Dzisiaj właśnie tego typu post na tapecie.


Na pewno cały post nie będzie opierał się na dobrych radach z zakresu zarządzania, ale spróbuję Wam pokazać kilka ciekawych zależności, które można zastosować w przypadku kosmetyków.

1.Planuj i rób listy
Uważam, że w odniesieniu do kosmetyków planować trzeba dwie rzeczy: zakupy oraz zabiegi. Jeśli chodzi o to drugie to gwarantuję, że jeśli wpiszemy sobie w kalendarz " wtorek i piątek maseczka oczyszczająca" to jest większe prawdopobieństwo, że ją w ogóle zrobimy niż gdybyśmy tego nie zaplanowali. Ja tak robię z bardzo wieloma rzeczami, które muszę zrobić w pracy.Sprawa wrzucona w kalendarz oznacza sprawę zrobioną.
Jeśli chodzi o zakupy to z robieniem list jest u mnie mały problem, ale dojrzewam do tego i już nie kupuję za dużo rzeczy na zapas. Ostatnio najczęściej jeśli robię zakupy, a prawie zawsze są one przez internet, to najpierw wrzucam do koszyka rzeczy z listy kosmetyków potrzebnych, a nie będących w moim posiadaniu. Potem wpadam na dział "Nowości" i wrzucam kosmetyki, na które czekałam aż się pojawią, a kończę na "Promocjach", gdzie realizuję małe kosmetyczne fanaberie. Dzięki temu nawet mój Mąż ostatnio zauważył, że zapasy mi się jakoś zmniejszyły.

2.Nie chomikuj, a używaj
Problemem wielu osób jest chomikowanie, a później niekorzystanie ze zgromadzonych zapasów. Moja dobra rada-jeśli wiesz, że w tej super ciemnej szmince nigdy nie wyjdziesz z domu to jej nie kupuj, chyba że nastawiłaś się kolekcjonersko. Wtedy też podejmij decyzję co kolekcjonujesz. W mim przypadku są to palety Sleeka, chociaż też nie kupiłam wszystkich dostępnych.
W przypadku używania komsetyków pielęgnacyjnych doskonale sprawdza się wcześniejszy punkt, czyli planowanie. Dzięki temu nie kończymy z dziesięcioma przeterminowanymi maseczkami.

3.Deleguj
To jeden z najważnieszych punktów zarządzania. Jednak nie chodzi w nim o zrzucenie na kogoś swoich obowiązków, ale o umiejętne ich przekazanie w celu rozwoju danej osoby i zyskaniu więcej czasu dla siebie. Jak to się ma do zarządzania kosmetykami? Bardzo prosto, a mianowicie jeśli na przykład macie krem i podzielicie użytkowanie go z koleżanką, siostrą czy też mężem, to może się okazać, że ich cera na tym zyska, a Wy szybciej wykorzystacie kosmetyk, a co za tym idzie macie szansę na testowanie kolejnego :-). Ja tek bardzo często robię z kremami czy maseczkami.

4.Porządkuj
To ostatni, ale bardzo ważny punkt. Brak porządku wprowadza zamieszanie we wszystko, więc od czasu do czasu warto wyciągnąć swoje kosmetyczne zapasy i przejrzeć czy wszystko nadaje się jeszcze do użycia. Jesli nie i nie da się znaleźć innego zastosowania to najlepiej po prostu wyrzucić.

To tyle z moich dobrych rad. Któraś się Wam przyda? A może chcecie dorzucić coś od siebie?

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016- Cz.2-Pielęgnacja

Post dotyczący ulubieńców makijażowych w 2016 spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, więc teraz przyszła pora na najlepsze produkty pielęgnacyjne. Miałam połączyć pielęgnację twarzy i ciała w jednym poście, ale stwierdziłam, że byłoby za dużo w jednym poście.

Starałam się zebrać wszystkie bardzo lubiane przeze mnie produkty i zdecydowanie wyszło, że króluje u mnie Azja oraz Polska.Nie będę ukrywała, że zmiana sposobu pielęgnacji mojej skóry wpłynęła na nią wręcz rewelacyjnie. Cera wygląda dużo lepiej, łatwiej nałożyć i utrzymać na niej makijaż.

Większość produktów w tym poście miało już swoje recenzje, więc nie będę się powtarzać tylko wrzucę Wam linki, bo tak będzie prościej.


Oczyszczanie twarzy i tonizacja:
Zdecydowanie pianka i olejek BCL z kwasami AHA. Zwłaszcza olejek mnie zachwycił i jak na razie nie znalazłam lepszego, ale testy trwają. Recenzje Olejek i Pianka.
Jeśli chodzi o toniki to ciężko wskazać mi wskazać ulubieńca, bo chyba jeszcze takiego nie znalazłam.

Kremy, serum, esencja
Tutaj spodobało mi się kilka kosmetyków, ale postanowiłam wyróżnić te naprawdę najlepsze dla mnie:
Norel Krem matujacy antybakteryjny Recenzja
Mizon All in One Snail Repair Cream Recenzja
It's Skin Power 10 Formula VC Effector Recenzja
Mizon Skin Power Original First Essence Recenzja
Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka produktów, które mi przypasowały, ale te są zdecydowanie moimi ulubionymi.

Maseczki
Na koniec maseczki, które uwielbiam i z którymi mogłbym się nie rozstawać:
SKIN79 Maseczki w płacie-wrzucę jakieś recenzje niebawem, bo próbowałam masek w płacie różnych firm, ale SKIN79 bije wszystkie na głowę.
SKIN79 Rose Waterfull Mask Recenzja
SkinFood Egg White Pore Mask Recenzja
Mizon Enjoy Fresh on time Revital Lime Mask Recenzja
Orientana Maska Krem z Papai Recenzja

To by było na tyle ulubieńców 2016 roku. W końcu udało mi się skończyć tego posta, co nie było łatwe.

A Wy jakich macie ulubieńców pielęgnacyjnych?

piątek, 20 stycznia 2017

Azjatycki Piątek- Mizon Enjoy Fresh-On Time Black Bean Mask

Bardzo lubię azjatyckie maski i wyjątkowo odpowiada mi to, że poza tymi w płacie, praktycznie zawsze sprzedawane są w dużych opakowaniach. Jest to bardziej ekonomiczne i wbrew pozorom zajmuje dużo mniej miejsca niż te malutkie saszetki z maskami.



Jakiś czas temu pisałam o limonkowej wersji maseczki. Recenzje możecie znaleźć TUTAJ. Świetnie nadawała się na okres letni, ale na zimę chciałam coś bardziej treściwego. Tak trafiła do mnie maska z czarną fasolą.


Szata graficzna i opakowanie jest takie jak w przypadku Limonki, czyli zgrabny plastikowy słoiczek. Ja bardzo lubię takie rozwiązania, bo mam pewność, że wykorzystam produkt do końca.

Opis i skład ze strony Mizon Polska:

-  odżywcza, zmywalna maska z czarną fasolą
-  idealna dodatkowa dawka witamin i składników odżywczych dla skóry 
-  bogata w witaminę E czarna fasola pomaga zachować blask i naturalne piękno
-  nawilży i ujędrni skórę, by wyglądała zdrowo i promiennie przez cały dzień

Skład:

(INCI): WATER, COLLAGEN, METHYLPROPANEDIOL, NEOPENTYL GLYCOL DIHEPTANOATE, TRIETHYLHEXANOIN, GLYCERIN, CETEARYL OLIVATE, SORBITAN OLIVATE, CYCLOMETHICONE, SODIUM HYALURONATE, SODIUM POLYACRYLATE, CETEARYL ALCOHOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, TRIETHYLHEXANOIN, BETA GLUCAN, THEOBROMA CACAO(COCOA) EXTRACT, GLYCERYL STEARATE, POLYACRYLATE-13, POLYISOBUTENE, POLYSORBATE 20, CAPRYLYL GLYCOL, ETHYLHEXYL GLYCERIN, TROPOLONE, COPTIS JAPONICA ROOT EXTRACT, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, OENOTHERA BIENNIS (EVENING PRIMROSE) OIL, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL, LIMNANTHES ALBA (MEADOWFOAM) SEED OIL, ADENOSINE, GLYCERYL LINOLEATE, GLYCERYL LINOLENATE, GLYCERYL ARACHIDONATE, ALLANTOIN, PANTHENOL, BIOSACCHARIDE GUM-1, SODIUM PCA, BETAIN, SORBITOL, GLYCINE, ALANINE, PROLINE, SERINE, THREONINE, ARGININE, LYSINE, GLUTAMIC ACID, COPPER TRIPEPTIDE-1, PALMITOYL PENTAPEPTIDE-4, IRIS FLORENTINA ROOT EXTRACT, HYDROLYZED EXTENSIN, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) SEED EXTRACT, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, DISODIUM EDTA


Maska z czarną fasolą ma zdecydowanie bardziej treściwą konsystencję niż wersja limonkowa. Fasola jest gęsta, wręcz tłusta za zatopionymi drobinami fasoli. Ma też dość specyficzny, w moim odczuciu "mleczny" zapach. Ja za tym zapachem nie przepadam, ale jakoś daję radę wytrzymać te 15 minut z maską na twarzy. Przez swoją bogatą konsystencję maska jest też dość ciężko zmywalna, więc warto skorzystać z małej gąbki bądź ściereczki.


Stosując maskę dwa razy w tygodniu po uprzednim peelingu bądź potraktowaniu twarzy czarnym mydłem stwierdzam, że maska rzeczywiście bardzo dobrze odżywia. Skóra jest ukojona i uspokojona, a ostatnio mam z nią spore problemy. Maska Mizon uspokoiła koszmarne uczucie ściągnięcia spowodowane mrozami i klimatyzacją. Na zimę jest to rozwiązanie idealne, ale na lato może być za ciężka dla tłustych cer, więc w ciepłym okresie wrócę do Limonki. Na testy czeka jeszcze Miód.

A Wy lubicie tego typu maski? Macie jakieś do polecenia?


wtorek, 17 stycznia 2017

Wtorek włosomaniaczki-OGX Biotin&Collagen Oil

Produkty do włosów uwielbiam, ale stosunkowo niewiele było ich na blogu, dlatego teraz staram się pisać regularne posty na ten temat. Tym bardziej, że w ostanim czasie testuję coraz więcej tego typu produktów, więc teraz najpierw robię zdjęcia, a dopiero potem używam, bo chyba doskonale wiadomo jak mogą wyglądać tego typu produkty po pewnym czasie użytkowania.

Bohaterem dzisiejszego posta jest olejek Biotin&Collagen od firmy OGX (dawniej Organix). Na kosmetyki tej firmy wpadłam przypadkiem podczas zakupów z w jednej z drogerii internetowych. Postawiłam na szampon do włosów blond i właśnie ten olejek.


W firmie OGX chyba najbardziej spodobały mi się opakowania :-). Mam wrażenie, że bardzo przypominają profesjonalne kosmetyki i to mnie chyba przyciągnęło. Przy moim ŁZS muszę bardzo uważać co stosuję na skórę głowy, ale akurat ten olejek nakłada się na same włosy, więc ryzyka większego nie było.


Skład:
Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Dimethiconol, C12-15 Alkyl Benzoate, Biotin, Hydrolyzed Collagen, Hydrolyzed Wheat Protein, Water (Aqua), Fragrance (Parfum), Yellow 11 (CI 47000), Red 17 (CI 26100).

Skład krótki. Jest biotyna, jest kolagen. Czy jest to dobry skład to prawdę mówiąc nie wiem, bo nie jestem od tego specjalistką. Są silikony lotne, ale z tego co zdążyłam sobie poczytać to wbrew pozorom są one przydatne w kosmetykach. Na pewno jeśli ktoś szuka czegoś całkowicie naturalnego to raczej nie powinien celować w ten olejek.


Ja stosuję olejek po każdym myciu, na lekko podsuszone włosy. Zaczynam rozprowadzanie od końców kierując się ku górze głowy. Potem suszę i układam włosy.

Działanie jak dla mnie jest super. Włosy są miękkie, miłe w dotyku. Absolutnie nie obciążone, raczej lekkie i sprężyste. Łatwiej się układają i mniej puszą. Przy tym olejek ma bardzo ładny zapach.

Kiedyś nie lubiłam tego typu produktów, bo miałam wrażenie, że bardzo obciążają mi włosy. Produkt firmy OGX jest genialny i na pewno będę do niego wracać. Oczywiście zaraz po tym jak wypróbuję inne produkty tej firmy, które obecnie można dostać w Rossmannach. Ja czaję się na serię z wodą kokosową.

A Wy znacie OGX? Mieliście okazje używać produtków tej firmy?

piątek, 13 stycznia 2017

Azjatycki Piątek- Trójka Wspaniałych od SKIN79

Zgodnie z obietnicą w dzisiejszym Azjatyckim Piątku będzie o trzech cudownych kosmetykach od Skin79. Wiedzieliście, że niektóre produkty kosmetyczne służą nie tylko upiększaniu, ale też leczeniu? Jeśli nie to zapraszam Was na wpis o żelu aloesowym, maści z wąkrota oraz sztyftu z olejem jojoba.


Aloe Aqua Soothing Gel
Tego produktu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Większość firm koreańskich ma w swojej ofercie tego typu produkt. Co wyróżnia ten ze Skin79 to wysoka (99%) zawartość aloesu. Na zdjęciu pokazuję jeszcze starą wersję z niższą zawartością, ale na stronie sklepu już można kupić tą z wyższą ilością.

Poza typowo urodowym zastosowanie jak na przykład nacieranie włosów przed olejowanie, żel aloesowy ma też szereg innych zalet. Znakomicie koi podrażnioną zimnem bądź gorącem skórę. Idealnie sprawdza się przy ŁZS bądź łuszczycy. W tym drugim przypadku najlepiej posmarować skórę aloesem, a potem nałożyć na nią jakieś masło bądź olej. Skóra się szybciej goi i znika uczucie świądu. Bardzo dobrze sprawdza się też przy rogowaceniu okołomieszkowym. 

Zawsze jak ktoś ma jakieś problemy skórne, to przynoszę takiej osobie próbkę aloesu i przy kolejnych zakupach mam z reguły zamówienie na zakup kilku opakowań.


Maść gojąca rany i blizny
Kupiłam w zasadzie w ciemno z nadzieją na zmiejszenie dość dużej blizny na czole. Niestety w tym przypadku nie mam regularności, więc nie wypowiem się jak działa na blizny. Natomiast znakomicie sprawdza się przy wszelkiego rodzaju wypryskach czy rankach oraz uwaga uwaga przy popularnym "zimnie". Mój Mąż i Synek mają tendencję do pojawiania się tego typu niespodzianek, a niestety "zimna" są dość bolesne i sprawiają problem przy jedzeniu czy mówieniu. Potraktowane tą maścią znikają autentycznie w jeden dzień. Co ważne trzeba posmarować zaraz jak tylko wyczujemy, że coś tam się pojawia. Aplikujemy rano i wieczorem, a następnego dnia nie ma śladu po bólu czy rance.


Sztyft z jojobą
Produkt kupiłam z myślą o Mężu, któremu od czasu do czasu na twarzy pojawiają się zmiany łuszczycowe. Potraktowane tym sztyftem dość szybko wyciszają się i bledną, trzeba tylko pamiętać o aplikacji. W moim przypadku używam sztyftu ze zmianami skórnymi związanymi z ŁZS. Ponieważ pojawiają się one z reguły przy skroniach i uszach, to aplikowanie produktu w postaci sztyfu jest bardzo wygodne. Dwie aplikacje na noc i nie mam żadnych suchych płatów skórnych.


Jak widać, azjatyckie kosmetyki mają nie tylko działanie upiększające, ale też działają na różne problemy skórne.

A Wy znacie jakieś inne "azjatyki" które maja podobne działanie?