piątek, 29 kwietnia 2016

Azjatycki Piątek-Secret Key Super Plumping Jelly Cream oraz ostatnie dni rozdania

Udział w Azjatyckim Rozdaniu wzięty? Jak nie to zapraszam, bo jeszcze tylko dziś i jutro przyjmuję zgłoszenia. Nagrody są bardzo fajne, więc naprawdę warto.
Dzisiaj będzie o produkcie, który nabyłam z czystej ciekawości w sklepie RubiShop. A jest to nawilżający i przeciwzmarszczkowy krem Super Plumping Jelly Cream od firmy Secret Key. Zaciekawiły mnie opinie o tym produkcie i jego zadziwiająca właściwość, że praktycznie zaraz po nabraniu kremu ze słoiczka, reszta produktu wraca do tej samej formy.

Nie słyszałam wcześniej o tej firmie, ale że krem mi się spodobał, a jego właściwości mocno zaciekawiły, więc trafił do mojego koszyka. Obecnie niestety nie ma go w ofercie.

Produkt ma nawilżać, działać przeciwzmarszczkowo, czyli coś idelanego dla mojej cery. Ma w sobie sporo naturalnych składników jak dynia, borówki czy ikra łososia. Kosmetyk jest w formie delikatnie pachnącej galaretki. Sama aplikacja jest dość przyjemna choć na początku produkt może się trochę kleić. Ja używam go tylko na noc, bo na mojej tłustej skórze dość mocno się świeci. Nie ma uczucia lepkości, ale błysk przeszkadza mi w ciągu dnia.

Samo działanie?Rewelacja! Ostanio trafią mnie infekcje bakteryjne, na które niestety muszę brać antybiotyki, które bardzo wysuszają mi skórę. Ten krem radzi sobie z tym "przesuszem" błyskawicznie. Od razu po aplikacji odczuwam dużą ulgę. Rano buzia jest rozjaśniona, a skóra miękka w dotyku. Dodatkowo dość wyraźnie zwęziły mi się pory, a skóra sprawia wrażenie bardziej napompowanej i zdrowszej.

Sądzę, że to doskonały produkt do każdego typu cery, nawet dość problematycznej, bo nie zapycha i nie powoduje podrażnień. Ja już kończę swoje opakowanie i mam nadzieję na kupno kolejnego.

A czy Wy macie jakieś nawilżające perełki?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pierwsza edycja Asian Box oraz Azjatyckie Rozdanie

Troche mnie tu nie było, a wynika to niestety z ciągłych przeziębień, które mnie męczą i braku sił na cokolwiek. W zanadrzu czeka kilka postów jak ten o kwietniowym Chillbox, paczce Ambasadorskiej od Petit Marseillais oraz parę innych. Mam nadzieję, że do konca tygodnia uda mi się to ogarnąć i będzie więcej ciekawych rzeczy do czytania. Na razie przypominam o Azjatyckim Rozdaniu, bo ostatni termin na branie udziału mija w sobotę.

Dzisiaj o pudełku marzeń wielu blogerek, czyli Asian Box. Czekałam na nie bardzo długo, bo prawie miesiąc od zamówienia. Przyszło do mnie i...No właśnie, tutaj pojawia się mały zgrzyt. Ale może najpierw zawartość. 


W pudełku znajdziemy:
Aloes Holika Holika w wersji 55 ml
Piankę do mycia twarzy z serii Black Snail również Holika Holika
Czarny Eyeliner
Błyszczyk w formie babeczki
Maskę w płacie rozświetlającą
Plaster na nos 
Próbki

Generalnie, same produkty firmy Holika Holika. Poza aloesem i płatkami na nos to praktycznie same nowości. Z jednej strony są to fajne i ciekawe produkty, a z drugiej to chyba chciałabym coś ciekawszego typu jakiś mini BB albo CC czy krem pielęgnacyjny. Aloes tez mógłby być w dużej wersji, bo różnica cenowa między 55 ml a 250 ml jest niewielka, a objętościowo kolosalna. Najbardziej zadowolona jestem z pianki, bo chciałam coś do mycia twarzy ze ślimakiem, więc mam.

Czy kupię ponownie Asian Box? Tak.A dlaczego, skoro to było takie sobie? Przyczyna jest prosta-liczę na to, że pomysłodawcy tej idei wezmą sobie do serca uwagi klientek i następne pudełko będzie dużo ciekawsze.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Wielka promocja -49% w Rossmannie-co warto kupić i czy ja skorzystam

Jak mniej więcej co pół roku Rossmann kusi wielkimi makijażowymi promocjami. W całej blogosferze można znaleźć posty co kupić i dlaczego. Też stwierdziłam, że taki post napiszę chociaż ostatnio jedyne co kupuję w Rossmannie to artykuły dla Synka :-). A przepraszam jeszcze szminki, do których mam ogromną słabość.

Zastanawiałam się czy rozbić ten post na trzy osobne: twarz, oczy i usta, ale doszłam do wniosku, że po prostu opiszę firmami na co warto zerknąć i co ja planuję kupić.Oczywiście, jak zwykle to co planuję, a to co uda mi się kupić i to co jeszcze wpadnie mi w oko to zupełnie inna kwestia. Od razu mogę napisać czego na pewno nie kupię i to niezależnie od firmy, a są to: pojedyncze cienie do powiek (mam tyle palet, że kupowanie byłoby bez sensu), róże, bronzery i rozświetlacze (też mam zapasy). Raczej nie kupię również żadnych baz pod makijaż oraz tuszy do rzęs, ale tutaj jeszcze nie podjęłam decyzji.


Teraz zapraszam do czytania po kolei co i dlaczego warto kupić:

1.Rimmel
Przyznam szczerze, że to moja ulubiona drogeryjna marka. Uwielbiam ich szminki oraz podkłady. W zasadzie tylko jednej rzeczy nie polecam, a mianowicie podkładu Stay Matte. Wszystkie inne produkty, a poza tuszmi do rzęs testowałam ich sporo szczerze polecam. Podłady Lasting Finish, Lasting Finish Nude, Match Perfection czy Wake Me Up to produkty rewelacyjne. Szminek mam chyba ze 20, a i tak chcę kupic kolejne, bo po prostu są genialne. To samo tyczy się lakierów do paznokci, które mają piękne kolory i są bardzo trwałe. W planach mam kupno: pudru sypkie Match Perfection, kilku szminek i lakierów i to by było na tyle, a może na coś się jeszcze skuszę.

2.Bourjois
To kolejna marka, którą bardzo lubię, zwłaszcza za szminki i to nie tylko najbardziej znane matowe Rouge Edition Velvet. Z Bourjois polecam właśnie produkty do ust, które ja zamierzam kupić oraz podkład Air Mat, który może ma trochę za małą gamę kolorystyczną, ale daje radę. Bardzo fajny jest też puder Healthy Balance, który często gości w mojej podręcznej kosmetyczce. Co do szminek to na rynku są nowe kolory Rouge Edition Velvet oraz nowa wersja, nawilżająca wersja szminek, ale niestety polska strona Bourjois nic nie mówi o tych nowościach, a ja właśnie z nimi chętnie bym się zapoznała. Na stronie Rossmanna juz widziałam, że są, więc ciekawe czy będą w drogeriach.

3.Maybelline
W przypadku Maybelline od razu polecam tusze do rzęs. Jeszcze żaden tusz, a testowałam ich już kilka, nigdy mnie nie zawiódł. Uwielbiam Lash Sensational i planuje kupic jego najnowszą wersję, czyli Lash Sensational Luscious Full Fan Effect. Pojawił się też nowy podkład Dream Velvet, który mocno mnie zainteresował i może się na niego skuszę, tak jak i na zestaw do konturowania w poręcznym pisaku. Maybelline ma również kilka ciekawych rodzajów szminek, ale tutaj się zastanawiam, bo chyba kolorystyka nie do końca mi odpowiada. Na koniec polecam lakiery do paznokci, zarówno z serii Colorama, jak i Super Stay 7 Days.

4.Astor
Z Astor i produktami do twarzy to mam taki problem, że za nic w świecie nie mogę sobie dobrać koloru. Podkłady są dla albo za ciemne albo zbyt różowe, więc z tej kategorii nie jestem Wam w stanie nic polecić. Za to do oczy polecam cień w kredce Perfect Stay, bo ma ciekawe kolory i bardzo dobrą trwałość. Z tuszami do rzęs znam się słabo, więc tutaj również się nie wypowiem. Natomiast produkty do ust Astor ma świetne. Ja zamierzam uzupełnić swoją kolekcję matowych szminek Lipcolor Butter Matte oraz Heidi VIP. Warto też zwrócić uwagę na lakiery do paznokci.

5.Max Factor
Z firmy Max Factor nie miałam okazji używać zbyt dużej ilości produktów, poza podkładami, bo tych akurat testowałam kilka i z każdego praktycznie byłam zadowolona. Lasting Performance to produkt już kultowy i bardzo mi pasował w czasach, kiedy stawiałam na mocniejsze krycie. Whipped Creme czy Skin Luminizer to też bardzo fajne produkty. Facefinity czeka jeszcze u mnie na swoją kolej, bo na razie kończę inne produkty. W przypadku Max Factor, tak jak i Bourjois problemem dla mnie jest bardzo słabo aktualizowana strona internetowa, bo o nowościach to mogę dowiedzieć się co najwyżej z Facebooka.

6.Revlon
Szafy Revlonu nie są dostępne we wszystkich Rossmannach, ale jesli już na nie traficie to polecam podkłady tej marki. Sławny Colorstay ma nową odsłonę z pompką, a Photoready ma bardziej matującą formułę. Warto pamiętać też o świetnych bazach z serii Photoready. Przy kupnie zerknijcie tylko jakie zastosowanie mają te dwa rodzaje, bo 001 to wygładznie, a 002 ładnie kryje zaczerwienienia. Revlon wypuścił w tym roku nowe tusze do rzęs i tutaj pewnie coś kupię, tak jak i puder Photoready o ile mi się uda. Przyjrzę się też bliżej pomadkom i lakierom do paznokci.

7.L'Oreal
Wstyd przyznać, ale z tej marki mam tylko tusz do rzęs. Miałam kiedyś jakieś próbki podkładów, ale były dla mnie za ciemne i mnie zapychały. Za to moje zainteresowanie budzi kremowa paleta do konturowania i może się na nią skuszę.Kolory szminek z tej firmy mi jakoś nie pasują, ale zerknę na lakiery do paznokci.

8.Wibo
Zdecydowanie lakiery do paznokci, bo Wibo ma naprawdę bogatą ofertę kolorów i formuł, a przy tym niską cenę przy dobrej jakości.Fajne są też szminki w kredce, bo dobrze nawilżają i mają bardzo fajne kolory. Wibo wypuściło też bardzo ciekawe palety cieni, głównie nude, ale tych mam tyle, że na pewno sobie daruję kolejne. Za to skusi mnie pewnie puder rozświetlający w kulkach, bo taka sroczka ze mnie.

Warto zerknąć też na rozświetlacze, lakiery i produkty do brwi od Lovely, nowe podkłady od Bielendy czy kosmetyki Lirene. Rossmann oferuję całą masę ciekawych produktów i szkoda nie skorzystać z takiej promocji.

Proszę Was tylko o pamiętanie o zachowaniu kultury osobistej, bo to jest ogromny problem podczas tych promocji i wiele osób jest po prostu zniechęconych do brania udziału w tym zdarzeniu. Korzystajmy z prmocji, ale miło i grzecznie!

piątek, 15 kwietnia 2016

Azjatycki Piątek- Egg White Pore Mask od SkinFood oraz rozdanie

Pamiętacie o rozdaniu? Szybciutko, brać udział, bo czas ucieka.

Dzisiaj kolejny azjatycki produkt, który bardzo przypadł mi do gustu, a mianowicie maska z białkiem jajka od SkinFood. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zapraszam do czytania.

Maskę Egg White Pore zakupiłam podczas sporych zakupów w Rubishop. Niebawem pokażę Wam też więcej zakupów z tego sklepu, bo haul był wielki. Jajkowa maska skusiła mnie swoimi oczyszczającymi właściwościami, a jest to coś  co moja tłusta skóra bardzo lubi.Teraz przejdźmy do konkretów.



Maseczka ma za zadanie oczyścić skórę, zebrać nadmiar sebum oraz zwęzić pory. Zapakowana w praktyczne pudełko, z którego łatwo nabrać odpowiednią ilość produktu. Najlepiej nakładać ją pędzlem, bo wtedy najrównomierniej rozprowadzimy kosmetyk po skórze.


Maska jest gęsta, ale o dość delikatnej konsystencji, więc nie ma problemu z nabieraniem produktu. Pachnie lekko i przyjemnie i na pewno nie wyczujemy w niej jajka. Zastyga dość szybko i jak to na maski tego typu przystało zmywa się dość opornie, ale daje radę.

Co do samego działania: ja stosuję ją 2-3 razy w tygodniu i widzę oczyszczenie i rozjaśnienie skóry. Po samym zmyciu maski można zaobserwować wyraźne zwężenie porów. Przy mojej wielostopniowej pielęgnacji skóry produkt ten jest bardzo dobrym dodatkiem i świetnie spełnia swoje zadanie.

Teraz szykuję się na zakup produktów Tony Moly w wersji jajkowej, bo te cudne opakowania bardzo mnie przyciągają.

A Wy miałyście styczność z tą maską albo innymi produktami SkinFood?

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jak zmieniła się moja pielęgnacja, czyli tłusta skóra okiełznana oraz rozdanie

Pamiętacie o Azjatyckim Rozdaniu? Znajdziecie tam kilka ciekawych kosmetyków dla różnego typu skóry. Zachęcam do brania udziału, bo zadanie konkursowe jest banalnie proste.

Moja walka z tłustą skórą, zaskórnikami, błyszczeniem i okazjonalnymi pryszczami trwa od czasów nastoletnich, czyli ponad połowę mojego życia. Oczywiście moja pielęgnacja znacząco się zmieniała, bo i lepszy dostęp do informacji, a przede wszystkim większa świadomość. Jeśli chcecie wiedzieć jak sobie radzę z tłustą skórą to zapraszam do czytania.

Na zdjęciu poniżej moja cera tylko z nałożonym kremem BB, bez pudru, korektora itd. i bez żadnych poprawek w Photoshopie :-).


Po pierwsze inne kosmetyki oczyszczające stosuję rano, a inne wieczorem. Rano jest to z reguły jakiś lekki żel typu Sylveco, natomiast wieczór to zawsze micel do oczu, a na twarz olejek oraz żel peeligujący. Dopiero po takim czyszczeniu mam pewność, że skóra pozbyła się zanieczyszczeń.

Po drugie rano i wieczorem stosuję dwa różne toniki do zakwaszenia skóry. Na rano ostatnio zakochałam się w witaminowym toniku Bourjois, a na wieczór niezmiennie migdałowy Norel. Kiedyś Norel stosowałam dwa razy dziennie, ale to tylko przesuszyło mi skórę.

Trzeci etap to serum (krem wodny). Obecnie jest zakochana w tym z witaminą C od It's Skin, ale miałam też okazję stosować serum Bielendy i też mi bardzo podpasowało. Jeśli nie akurat nie stosuję serum to pod krem nakładam emulsję, czyli produkt, który niedawno odkryłam i jestem zachwycona jego nawilżającym działaniem.

Stosowanie osobnego kremu na dzień i na noc jest uzależnione od stanu mojej skóry. Jeśli jest w porządku to najczęściej stosuję ten sam krem, czyli ślimakowy Mizon. Jeśli czuję, że skóra potrzebuje dodatkowego wsparcia to stawiam na Triacneal od Avene.

Maskowanie to też bardzo ważny element w pielęgnacji tłustej cery. Ja minimum 2-3 razy w tygodniu używam maski oczyszczającej, jak na przykład z białkiem jajka od Skin Food. Dodatkowo dość często stosuję tzw. sleeping packi, czyli maski na noc. Działanie super i ogromny komfort stosowania.

Na koniec chyba jedna z najważniejszych zmian, czyli odejście od tradycyjnych mocno kryjąco-matujących podkładów na rzecz azjatyckich kremów BB i CC. Tą zmianą zaraziłam też sporo koleżanek, które z chęcią patrzą na SKIN79 czy Lioele, zostawiając mocne podkłady na jakieś mega długie imprezy.

Oczywiście ogromne znaczenie ma dieta, aktywność fizyczna (dobrze wpływa na ukrwienie skóry) i wiele innych czynników. Mnie zmiany, które wprowadziłam bardzo pomogły i coraz częściej nakładam tylko krem BB i jest ok.

Mały EDIT. Tak prezentuje się buzia bez kremu BB. Jakieś takie groźne.


piątek, 8 kwietnia 2016

Azjatycki Piątek- Serum It's skin Power 10 Formula VC Effector oraz rozdanie

W kolejnej odsłonie Azjatyckiego Piątku pojawi się produkt już niemal kultowy, czyli serum z witaminą C od It's Skin. Długo zbierałam się do zakupu i później do rozpoczęcia stosowania tego kosmetyku. Jeśli chcecie się przekonać czy warto to zapraszam do czytania!


Co możemy wyczytać na stronie Beautikon.com, gdzie zakupiłam to serum:

Intensywnie rozświetlający i rozjaśniający krem wodny (serum) do twarzy zawierający pochodną Witaminy C oraz wyciąg z zielonej herbaty, które skutecznie rozjaśniają istniejące przebarwienia na skórze i zapobiegają powstawaniu nowych. Dodatkowo, serum delikatnie wspomaga złuszczanie naskórka, dzięki czemu zmniejsza widoczność porów oraz wygładza i poprawia strukturę skóry. Dzięki systematycznemu stosowaniu, skóra wygląda młodzieńczo, promiennie i jest pełna życia.

Zapowiada się znakomicie, prawda?

A tak prezentuje się buteleczka po około miesiącu stosowania rano i wieczorem:

Może niezbyt dobrze widać, ale po miesiącu poziom serum sięga drugiej podziałki od góry, więc jest niesamowicie wydajne.

Ja stosowałam najczęściej dwa razy dziennie, po odpowiednim oczyszczeniu cery. Wystarczy naprawdę odrobinka, bo przy większej ilości możemy się dość mocno świecić. Później jeszcze nakładam krem ślimakowy z Mizon.

Juz sam krem z Mizon mi bardzo poprawił cerę, ale to serum zadziałało jak turbodoładowanie.Cera jest pięknie rozświetlona, mniej się przetłuszcza. Stała się też jakby lepiej wypełniona, w sensie drobne zmarszczki są praktycznie niewidoczne. Pory się wyraźnie zwęziły. Nie mam większego problemu z typowymi przebarwieniami, raczej miałam dość nierównomierny koloryt cery i tendencję do zaczerwienień. Właśnie, miałam! VC Effector wyrównał kolor skóry i pomógł na zaczerwienienia.

To kolejny azjatycki produkt, który mnie zachwycił. Czeka mnie jeszcze wersja drożdżowa, a i inne sera mocno kuszą.

Macie ochotę wypróbować to serum na własnej skórze? Zachęcam do udziału w ROZDANIU, bo w pudełku niespodziance na pewno będą próbki tego serum jak i kilku innych od It's Skin.

środa, 6 kwietnia 2016

Idealna paletka do makijażu dziennego? Sleek "A New Day"

Uwielbiam Sleeka. Na potęgę kolekcjonuję ich paletki, więc kiedy pojawiły się nowości, nie mogłam przejść koło nich obojętnie. Mimo, że mam ogromną kolekcję naturalnych palet, to skusiłam się na kolejne dwie. Dzisiaj będzie o tej przeznaczonej do makijażu dziennego, czyli "A New Day".


Jak widać na zdjęciu powyżej, nowe paletki są dwie: dzienna i wieczorowa. Jak się bliżej przyjrzeć kolorom to wydaje się, że paletka dzienna jest ciemniejsza. Dzisiaj Wam o niej opowiem, a jutro postaram się ogarnąć wersję wieczorową.





Górny rząd:
1.Sun is shining- przyjemna i dość delikatna, żółto-złota perła.
2.Brightside również perłowy i delikatny cień o miedzianym kolorze.
3.Daydreamer-matowa kawa z mlekiem.
4.Let it go-matowa miedź.
5.Don't worry-perłowy brąz z domieszką złota.
6.Be Happy- matowe ecru wpadające w brzoskwinię.


Dolny rząd:
1.Feelin' Good- biało-różowa perła
2.Silver Lining-perłowy brązo-beż.
3.Shine On -perłowe złoto.
4.Carpe Diem-matowy brąz.
5.Believer-perłowe różowe złoto.
6.H-a-p-p-y - matowy, ciemny brąz.

Porównując tą paletę z klasyczną sleekową Au Naturel to A New Day zdecydowanie bardziej mi się podoba. Sleek chyba zmienił trochę formułę, bo maty są zdecydowanie lepszej jakości, a perły są mniej metaliczne i delikatniejsze niż w poprzednich paletach. Jak pewnie widać (albo i nie) na zdjęciach, paleta jest bardziej rudo-brązowa, w kolorach wręcz idealnych dla niebieskich oczu. Ze swoim wieczorowym odpowiednikiem tworzą duet idealny, ale solo też daje radę.

A Wam jak się podoba najnowsze dokonanie Sleeka? Kupicie czy nie?

wtorek, 5 kwietnia 2016

Ulubieńcy marcowi oraz rozdanie

Pamiętacie o rozdaniu-niespodziance z azjatyckimi kosmetykami? Zachęcam do brania udziału, bo nagroda naprawdę ciekawa. Link znajdziecie TUTAJ. Dodatkowo na swoim FP na Facebooku będę publikowała małe podpowiedzi. Link do FP TUTAJ.

Marzec był dla mnie miesiącem testowania kilku nowości, głównie pielęgnacyjnych, bo jeśli chodzi o makijaż to staram się ostatnio ograniczać zakupy, bo niedługo utonę pod ilością kolorówki, którą obecnie posiadam.

Nie chcę się też co miesiąc powtarzać, bo niektóre kosmetyki goszczą u mnie od dłuższego czasu i cały czas mają status ulubieńców, więc dzisiaj będzie tylko o nowościach.

1. Krem All in One Snail Repair Cream. Pisałam o nim całkiem niedawano w ramach Azjatyckiego Piątku. Wyraźnie spłycił blizny potrądzikowe i ograniczył wydzielanie sebum, więc pewnie na dłużej u mnie zagości.



2.Triacneal od Avene. Mój ratunkowy krem, zwłaszcza podczas okresu, kiedy moja cera ma tendencję do wysypu. Nie używam go codziennie, raczej doraźnie, a efekty i tak są super. Przy tym jakiś czas temu zmieniono trochę formułę i opakowanie kremu, co przełożyło się na większy komfort użytkowania.

3.Serum z witaminą C od It's Skin. Niedługo recenzja, ale już teraz mogę powiedzieć, że cera wygląda zdrowiej i bardziej promiennie.

4.Matowe kredki od Golden Rose. Zbieram się do recenzji i w końcu się ona pojawi, a wtedy będzie dużo zdjęć.

To by było na tyle w marcu. Jak pisałam wcześniej, jest sporo produktów, których używam od kilku miesięcy i cały czas mają u mnie status ulubieńców. Myślę nad przygotowaniem posta z serii "Kosmetyki, które goszczą u mnie na stałe" lub "Kosmetyki, które kupuję regularnie" i wtedy byłoby wszystko co lubię.

piątek, 1 kwietnia 2016

Azjatycki Piątek, czyli podkład od It's Skin oraz rozdanie

W ramach Azjatyckiego Piątku przypominam o Azjatyckim rozdaniu, które trwa u mnie na blogu ROZDANIE.

Markę It's Skin bardzo lubię i chętnie korzystam z różnych ich produktów. Jakiś czas temu na stronie Beautikon była promocja, że do każdego produktu z pewnej serii była dodawana kosmetyczka. Skusiłam się i tak w moje ręce trafił Top Professional Touch-Finish Foundation, czyli odżywczo-nawilżający podkład do twarzy. 



Co możemy wyczytać na temat podkładu na stronie Beautikon:

Bardzo dobrze wyrównuje koloryt skóry oraz zmniejsza widoczność niedoskonałości. Posiada aksamitne wykończenie i pochłania nadmiar sebum, dzięki czemu makijaż długo zachwyca świeżością. Unikalna formuła kremu na bazie witaminy B3, adenozyny oraz olejków roślinnych dostarcza skórze optymalnego nawilżenia a obecność stabilnych mineralnych filtrów UVA i UVB (SPF 30 PA ++) zapewnia skuteczną ochronę przeciwsłoneczną.  

Podkład zapakowany jest w elegancki czarny kartonik. W środku znajdziemy tubkę z pompką. Ja nie przepadam za takimi rozwiązaniami, ale jakoś udaje nam się współpracować.

A tak wygląda podkład na dłoni i po roztarciu:



Zdjęcia chyba dobrze tego nie oddają, ale produkt ma troszkę pomarańczowe poddtony, które szczęśliwie po chwili stapiają się ze skórą. Ja wybrałam kolor 21, czyli Light Beige, ale mimo wszystko jest on odrobinę za ciemny dla mnie, przynajmniej w obecnej porze roku. Latem pewnie idealnie się zgramy.

Krycie jest raczej średnie, ale można je stopniować. Co więcej ryzyko zrobienia sobie maski na twarzy jest minimalne, bo produkt świetnie wchłania się w skórę.

Samo działanie bardzo mi odpowiada, bo rzeczywiście całkiem przyzwoicie kontroluje świecenie się skóry, a przy tym daje wręcz genialne uczucie nawilżenia. Powiem szczerze, że to pierwszy kosmetyk, a używałam ich już mnóstwo, który by jednocześnie świetnie nawilżał, a przy tym ograniczał świecenie. Trzeba oczywiście pamiętać, że to kosmetyk azjatycki, więc tutaj nie ma mowy o płaskim macie, tylko raczej świetlista, a nie świecąca się skóra.

Ja jestem bardzo z niego zadowolona i czekam aż się trochę opalę, żeby swobodnie móc korzystać z tego produktu.