piątek, 30 grudnia 2016

Był u mnie Mikołaj, czyli prezenty różniaste

Bardzo mało mnie ostatnio na blogu. Więcej na ten temat postaram się napisać w jutrzejszym bądź niedzielnym poście, bo muszę się trochę usprawiedliwić.

Dzisiaj o tym co przyniósł mi w tym roku urodowy Mikołaj.

Zacznę od fantastycznej akcji, w której kolejny raz biorę udział, czyli Zimowa Paczka u Terii. Bardzo lubię takie akcje, bo można poznać trochę ciekawych blogów, a przy tym zrobić pewnego rodzaju prezentową wymianę. Ja w tym roku trafiłam na Paulinę z bloga Zakochana w kolorach. A oto co zawierała moja paczka:



Ja widać sporo kolorówki co mnie bardzo cieszy, bo zawsze chętnie przygarniam tego typu kosmetyki. Dostałam też maseczkę od Bielendy oraz krem Tołpy do cery tłustej. Może z tym kremem nie będę się ciągle świecić. Rzęski wyglądają zachęcająco i może w końcu spróbuję tego typu rozwiązania. Dodatkowo pachnące świeczuszki i mała gumka do włosów dopełniały mój prezent. Bardzo podobała mi się kartka, na której Paulina opisała jak wszystko stosować. Kochana, dziękuję za wywołanie wielkiego uśmiechu na mojej twarzy.

Kolejna paczuszka przyszła do mnie od Moniki z bloga Włosowe Inspiracje. Z Monią już od dłuższego czasu prowadzimy dość ożywioną korespondencję mailową. Jej prezent wyglądał tak:


Był jeszcze lizak, ale Stasik się nim zdążył zaopiekować jeszcze przed zrobiebiem zdjęcia. Monia przysłała mi same cuda, idealnie trafione w mój gust. Błyszcząca czapka Mikołaja gości bez przerwy na głowie mojego Synka. Pachnąca sól do kąpieli ożywia po ciężkim dniu. Krem i próbeczka z pewnością znajdą swoje zastosowanie, tak jak i glinka. Tak samo jak okład na oczy. Czekolada to mój ulubiony słodycz, więc mniam. A naszyjnik będzie mi doskonale pasował na jutrzejszą imprezę z przyjaciółmi. Monia, ściskam mocno i dziękuję bardzo!

Sama tez postanowiłam zostać dla siebie Świętym Mikołajem i zakupiłam takie oto cuda:


Domek z Too Faced oraz paleta do ust z Urban Decay niedługo będą miały swoje recenzje.

A Wy co dostałyście na Święta? 

środa, 14 grudnia 2016

Świąteczna wishlista

Dawno nie było żadnego posta. Trochę brak weny, ale przede wszystkim totalny brak czasu na zrobienie zdjęć, bo produktów mi się trochę zebrało. Dlatego dzisiaj post trochę na leniwca ze świąteczną wishlistą. Część reczy pewnie sama sobie kupię, a do części zaangażuję rodzinkę.

Makijaż

Tutaj zapewne nie będzie wielkiego szoku, ale marzę o nowych czekoladach od Makeup Revolution, czyli ciemnoróżowej, złotej oraz brzoskwiniowej.



Zoeva to kolejna marka, która mnie bardzo ciekawi, bo zasadniczo jeszcze nic z niej nie miałam. Marzą mi się dwie palety:Cocoa Blend oraz Caramel Melange i zestaw matowych szminek. Nie są to produkty tanie, więc mocno je rozważam. Z drugiej strony też nie są to jakieś porażające kwoty, więc może...


Pielęgnacja

Spojrzałam ostatnio w swoje zapasy i stwierdzam, że mam takie ilości róznych kosmetyków, że chyba nic nie jest mi potrzebne. Chyba bardziej niż jakiekolwiek kosmetyki wolałabym spędzić weekend w SPA bądź iść na jakiś profesjonalny zabieg. Najbardziej szykuję się na laserowe zamykanie naczynek, bo to jest mi zdecydowanie potrzebne. Mam sprawdzoną klinikę, więc pewnie udam się tam po Nowym Roku.

Włosy

Tutaj sprawa dla mnie jest dość prosta, bo po prostu chcę mieć dobrą suszarkę z jonizacją. Myślałam o firmie Philips, ale może macie jakieś sugestie?
Z kosmetyków do włosów nic mi się nie marzy, bo mam jeszcze spory zapas różnych do testów.



Ubrania i biżuteria

Lista jest dość prosta:
1.Klasyczne jeansy
2.Skórzana kurtka
3.Bordowe lub czerwone kozaki
4.Zegarek z różowym złotem lub bordowy
5.Biżuteria Artelioni






To by było na tyle moich życzeń. Jeśli czekoladki od MUR będą w polskich drogeriach do końca roku, to pewnie je kupię. Na kolejne zakupy kosmetyczne oraz ciuchowe szykuję się dopiero na okres marca/kwietnia, bo muszę trochę wykorzystać swoje zapasy.

A Wy jakie macie życzenia świąteczne?


piątek, 25 listopada 2016

Azjatycki Piątek-Mizon Pore Clearing Volcanic Mask oraz przypomnienie o rozdaniu

Pamiętacie, że do niedzieli trwa rozdanie z okazji drugiej rocznicy blogowania? Jeśli jeszcze ktoś nie wziął w nim udziału to serdecznie zapraszam, bo nagrody są naprawdę interesujące. Dodatkowo do nagród dołącza paleta rozświetlaczy firmy Sleek, ponieważ dwukrotnie nie zgłosiły się zwyciężczynie rozdania.

W kolejnej odsłonie Azjatyckiego Piątku chciałabym przedstawić jeden z hitów od firmy Mizon, czyli Pore Clearing Volcanic Mask. Jestem wielką fanką maseczek, zwłaszcza tych oczyszczających z uwagi na moją skórę, która się dość mocno przetłuszcza i ma dużą tendencję do zaskórników.

Pore Clearing Volcanic Mask od firmy Mizon budziło moje duże nadzieje, ze względu na właściowości oczyszczające i ograniczające wydzielanie sebum.


Taki opis znajdziemy na stronie Mizon, gdzie zakupiłam swoją maskę:

- zawiera pył wulkaniczny pochodzący z wyspy Jeju 
-  rewelacyjnie oczyszcza i ściąga pory
-  pomaga kontrolować nadmierne wydzielanie sebum
-  "wyciąga" z skóry zanieczyszczenia 
-  pozostawia skórę świeżą i wygładzoną
-  liczne ekstrakty roślinne dodatkowo pielęgnują skórę
-  wyciąg z lukrecji rozświetla skórę, by wyglądała promiennie


Produkt zapakowany jest w plastikową tubkę z dość małym dziubkiem. Nie lubię takiego rozwiązania w przypadku masek, bo zawsze mam wrażenie, że nie skorzystam z niej do końca, a nawet jeśli rozetnę opakowanie to reszta mi zwyczajnie wyschnie.

Maska jest dość rzadka i po nałożeniu na twarz przypomina mocno za ciemny podkład. Po około 10 minutach nalezy ją zmyć, bo dłuższe trzymanie może spowodować wysuszenie skóry. Zmywa się dość łatwo co jest ogromnym plusem.


Jeśli chodzi o działanie to u mnie ta maska nie zrobiła jakiegoś szału. Owszem, nieźle oczyszcza skórę, ale lepsze efekty osiągam za pomocą mydła z węglem. Może w przypadku cer bardziej problematycznych, z duża ilością wyprysków ta maska sprawdzi się lepiej. Dla mnie to taki średniaczek, więc wybiorę coś innego, bo cena też jest dość wysoka.

piątek, 18 listopada 2016

Azjatycki Piątek - Holika Holika Honey Sleeping Pack wersja Blueberry

Dzisiaj kolejny post z serii Azjatycki Piątek i kolejny wynalazek rodem z Azji, czyli maska na noc. Bardzo mi odpowiadają tego typu produkty, bo są po prostu bardzo wygodne w użyciu. Nie trzeba mierzyć czasu, wystarczy nałożyć na buzię po wieczornym oczyszczaniu i rano budzić się piękniejszą.

Bohaterką dzisiejszego posta będzie Honey Sleeping Pack w wersji Bluberry od firmy Holika Holika.


Co możemy wyczytać na stronie sklepu MyAsia, w którym zakupiłam ten kosmetyk:

Honey Sleeping Pack to całonocna maseczka o konsystencji gęstego żelu z dużą zawarością bogatego w składniki odżywcze, minerały oraz aminokwasy MIODU. Miód wiąże wilgoć w skórze pomagając ją dogłębnie nawilżyć przez cały dzień. Ponadto pomaga ukoić suchą i szorstką skórę:
 Maseczka reguluje wydzielanie sebum, zmniejszając widocznośc porów
Zawiera wyciąg z czarnej jagody bogaty w kwasy owocowe oraz aminokwasy, które zmniejszają odczyn zapalny przyśpieszajac gojenie sie zmian trądzikowych 
Produkt zmiękcza i wygładza skórę dzięki delikatnemu złuszczaniu warstwy rogowej naskórka
Maseczka odpowiedni do skóry mieszanej, tłustej oraz trądzikowej





Maseczka zapakowana jest w elegancki, tłoczony słoiczek, który mnie kojarzy się z małymi słoikami z miodem. Wygląda to bardzo ładnie, ale niestety w te tłoczenia wchodzi sporo produktu. Sama maska jest dość lejąca się, więc lepiej aplikować mniejszą ilość. Idealnie do tego sprawdza się pędzelek.


Ta lejąca się konsystencja sprawia, że maseczka jest bardzo wydajna. Ja używam jej od 4 miesięcy 2 razy w tygodniu i nadal mam około połowy pojemnika. Dzięki aplikowaniu pędzelkiem udaje się nałożyć odpowiednią ilość i nic mi nie ścieka.

Zapach maseczki jest słodki, miodowy z odrobiną cierpkości borówek. Na początku może być trochę duszący, ale po kilku minutach wietrzeje i nic już nie przeszkadza nam rozkoszować się nocnym SPA.

Działanie jest naprawdę bardzo dobre. Po zmyciu skóra jest miękka, delikatna, a pory wyraźnie zwężone. Wyraźnie czuć dobre nawilżenie. W moim przypadku maseczka pomogła zlikwidować suche skórki, które od czasu do czasu się u mnie pojawiają w okolicach nosa. Mnie osobiście nie zapchała, nie uczuliła, ale jest to produkt z miodem, więc alergicy powinni uważać. Ja obecnie planuję kupno wersji dla cery naczynkowej.

A Wy lubicie i stosujecie maseczki na noc? A jeśli tak to jakie?

środa, 16 listopada 2016

Ponowne wyniki rozdania ze Sleekiem

Niestety nie zgłosiła się do mnie zwyciężczyni rozdania ze Sleekiem, więc zrobiłam ponowne losowanie i tym razem nagroda trafia do:

Call of Beauty

Czekam 7 dni na maila z danymi do wysyłki. Jeśli coś z mailem nie działa to dodatkowo proponuję napisać do mnie na Facebooku.

Jeśli zwyciężczyni nie zgłosi się w ciągu 7 dni paletkę dołączę do rozdania z okazji urodzin bloga.

wtorek, 8 listopada 2016

Wtorek Włosomaniaczki- Moja obecna pielęgnacja włosów oraz info o rozdaniu

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami we wtorki będę starała się publikować posty, które dotyczą włosów. Postaram się wrzucać zarówno recenzje, jak i porady pielęgnacyjne. Dzisiejszy post będzie dotyczył właśnie dbania o włosy oraz skórę głowy, bo jest to dość istotny element, o którym jako osoba borykająca się z ŁZS nie mogę zapomnieć.

Zacznę od tego, że zarówno ze względu na ŁZS, jak i bardzo szybkie przetłuszczanie się włosów, myję je codziennie, niezależnie od tego czy chodzę do pracy czy też zostaję w domu. Po prostu źle się czuję, kiedy mam nawet odrobinę przetłuszczone włosy , a nie lubię się narażać na dyskomfort.


Pisałam kilkakrotnie, że nie używam szamponów z SLS, ponieważ bardzo podrażniają mi skórę głowy. Musiałam znaleźć jakieś zastępstwo, które zarówno dobrze umyje mój skalp oraz go nie podrażni. Na obecną chwilę moim hitem jest szampon do włosów blond firmy Organix. Trafiłam na tą markę przypadkowo i postanowiłam wypróbować. Pierwsze próby były średnie, ale z mojej własnej winy, bo nie wystarczająco wypłukałam włosy, a ten szampon ma w swoim składzie oleje, które przeciążyły mi włosy. Obecnie nie mam tego problemu, a moje włosy po myciu są gładkie i lśniące.


Po myciu następuje czas na odżywkę. Obecnie zamiennie używam dwóch odżywek: w sprayu Nacomi z olejkiem arganowym (10 psiknięć na włosy do ramion) oraz John Frieda do włosów jasnych. Bardzo lubię swoje blond włosy, które niestety zimą nabierają znacznie ciemniejszego odcienia, więc staram się używać takich produktów, które by ten jasny kolor dodatkowo podkreśliły. Zarówno spray, jak i odżywka do spłukiwania mają bardzo dobry wpływ na moje włosy. Są miękkie, łatwo je rozczesać i dobrze się układają. Dodatkowo jak juz mi włosy trochę podeschną to w same końcówki wcieram jedną pompkę olejku. Obecnie używam produktu z Alterry.



Jeśli chodzi o dodatkową pielęgnację to co drugi dzień staram się wcierać w skórę głowy olejek Amla i Bhringraj z firmy Orientana. Wcieram dosłownie odrobinę i robię dość intesywny masaż opuszkami palców. Włosy mi zgęstniały i mam wrażenie, że zaczęły znacznie szybciej rosnąć, więc wygląda na to, że produkt działa.

Raz, a jeśli pracuję z domu dwa razy w tygodniu nakładam na skórę i włosy żel aloesowy, a na to olej kokosowy i trzymam pod ręcznikiem około 2-3 godzin. Następnie zmywam i nakładam wybraną maskę. Obecnie stosuję dwie maski z serii Bania Agafii: Staroałtajską oraz 20-minutowy kompres regenerujący. Pierwszy produkt co zdecydowanie mój ulubieniec, do drugiego muszę się jeszcze przekonać.

Bardzo ważnym elementem w pielęgnacji włosów okazało się dla mnie nabycie osławionej już szczotki Tangle Teezer. Jak na razie jestem zachwycona i chętnie ją wszystkim polecę.

Przypominam o trwającym rozdaniu. Dodatkowo do rozdania dorzucam wybrany produkt firmy Organix.

czwartek, 3 listopada 2016

Wyniki rozdania ze Sleekiem oraz przypomnienie o drugim rozdaniu

Pewnie wiele z Was oczekuje na wyniki rozdania z paletą rozświetlaczy firmy Sleek. Zainteresowanie było bardzo duże co mnie osobiście nie dziwi, bo paleta jest świetna. Nie przedłużając z przyjemnością ogłaszam, że nagroda wędruje do:

Bizarre Case by Carol



Na dane czeka 7 dni, potem losuję kolejną osobę.

Jednocześnie przypominam o drugim trwającym ROZDANIU. Tam jeszcze więcej świetnych nagród do zdobycia.

Serdecznie gratuluję wygranej!

wtorek, 25 października 2016

Wtorek włosomaniaczki- Planeta Organica Maska marokańska do włosów

Zawsze łatwiej było mi pisać kolejne posty jeśli miałam jakiś konkretny plan. Na razie w miarę regularnie pojawiają się Azjatyckie Piątki, do których dzisiaj dołączą Wtorki Włosomaniaczki. Ostatnio testuję coraz więcej produktów do włosów, więc to też dobra okazja, żeby przedstawić kilka recenzji.Moje recenzje raczej nie będą obejmowały produktów do stylizacji, bo ich po prostu nie używam.

Zacznę od tego jakie mam włosy i skóry głowy, czyli cienkie, ale dość gęste, szybko się przetłuszczają u nasady, ale mają dość suche końce. Dodatkowo moją skórę od czasu do czasu nęka ŁZS, więc muszę bardzo uważać na to co aplikuję na skalp. Chociaż ostatnio po znacznym ograniczeniu produktów glutenowych, ŁZS się wyprowadziło :-).

Pierwszym z recenzowanych produktów będzie Marokańska maseczka od firmy Planeta Organica. Produkt znalazłam w czerwcowym Pretty Boksie. Oto jak prezentuje się ta maska:


Tutaj coś na temat działania:


Skład:

:Aqua with infusions of Organic Argania Spinosa Kernel Oil (organic argan oil), Organic Citrus Aurantium Amara Flower Oil (organic neroli oil), Laurus Nobilis Leaf Extract (laurel oil), Olea Europaea Fruit Oil (olive oil), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (eucalyptus), Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil (lavender oil), Origanum Vulgaris Extract (extract of oregano); Cetearyl Alcohol, Glyceryl Srearate, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Isopopyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Jak widać dużo różnych olejków w składzie, co przekłada się też na konsystencję, która jest dość ciężka i mi osobiście przypomina maski glinkowe albo błotne. W mojej ocenia taka forma jest bardzo na plus, bo nie spływa z włosów i jest bardzo wydajna. 


Działanie:

Po pierwszym nałożeniu moja reakcja brzmiała "O nie!". Włosy dopóki nie wyschły sprawiały wrażenie koszmarnie ciężki i jakby naoliwionych, chociaż ja zawsze bardzo dokładnie spłukuję wszystkie maski i odżywki. Już miałam je myć ponownie, ale stwierdziłam, że poczekam aż wyschną i wtedy najwyżej umyję je ponownie. Cierpliwość się opłaciła, bo włosy po wyschnięciu wyglądały doskonale! Były mięciutkie, ale też dociążone i jakby pogrubione. Zaaplikowałam tą maskę przed dość ważną dla mnie imprezą i wszystkie koleżanki musiały podotykać moich włosów takie były mięciutkie :-). 

Ciężko mi ocenić czy maska wpłynęła na szybszy wzrost włosów, ponieważ stosuję też inne środki do tego celu, ale mam wrażenie, że ten produkt też dołożył swoje trzy grosze do obecnej długość i kondycji moich włosów. Są mocniejsze, gęściejsze i wydaje mi się maska też wpłynęła uspokajająco na moje ŁZS.

Na minus policzę dość mocny ziołowy zapach, który niestety nie wietrzeje.Nie jest to nieprzyjemny aromat, ale ja osobiście w takich nie gustuję i wolałabym, żeby znikał z włosów. Drugą wadą jest dość oporne zmywanie maski, pewnie ze względu na dużą zawartość olejków i konsystencję.

Czy kupię ponownie? Zdecydowanie tak, bo efekty bardzo mi odpowiadają, a cena też nie jest powalająca. Muszę tylko wykończyć ten zapas masek, który już mam. Na szczęście ostatnio częściej mam do tego okazję, więc spodziewajcie się kolejnych recenzji!

Pamiętacie o rozdaniach? Obecnie są aż dwa: jedno ze Sleekiem i jedno urodzinowe. Bierzcie udział póki można!

P.S. Jak chcecie zdjęcie jak wyglądają moje włosy to dajcie znać w komentarzach!

poniedziałek, 24 października 2016

Rozdanie na drugie urodziny bloga!-WYNIKI

Wielkimi krokami zbliża się druga rocznica mojego pierwszego wpisu na blogu. W zasadzie to minęła już wczoraj, ale to było bardziej takie testowanie Bloggera niż prawdziwy wpis. Pierwszy post pojawił sie 27 listopada 2014 i właśnie tą datę wyznaczam jako ostateczny termin wpływania zgłoszeń na rozdanie.


Przejdę do części najbardziej interesującej, czyli nagród:
-SKIN79 Yum Yum Cleanser
-dowolny krem BB od SKIN79
-zestaw 4 maseczek w płacie od SKIN79
-dowolna paleta Sleek bądź czekolada od Makeup Revolution
-dowolna pomadka od Golden Rose



Ja znam siebie to jeszcze pewnie coś dorzucę. Chciałabym aby to rozdanie było wyjątkowo dlatego daję Wam możliwość wyboru nagrody. Przy tym są to produkty, z których sama chętnie korzystam i które nie raz polecałam na blogu.

A co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w rozdaniu:
1.Być publicznym obserwatorem bloga (kliknąć w gadżet obserwatorzy po prawej stronie).
2.Złożyć mi życzenia :-)

Oczywiście wszystkie dodatkowe udostępnienia itd. sprawią mi bardzo wiele radości.

Regulamin:

1.Publiczne obserwowanie mojego bloga
2.Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
3.Konkurs trwa od 24.10.2016 do 27.11.2016 do godziny 23:59
4.Wyniki ogłoszę do 7 dni od zakończenia rozdania na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
5.Sponsorem nagród jestem ja.
6.Biorąc udział w rozdaniu zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy danych do wysyłki).
 Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Na e-mail od zwycięzcy czekam 7 dni, potem wybieram kolejną osobę.

Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.Życzenia:

Serdecznie zapraszam do zabawy!

UWAGA!UWAGA!WYNIKI!

Bardzo Wam dziękuję za cudowne życzenia! Bardzo ciężko było mi wybrać do kogo ma trafić nagroda, ale w końcu mi się udało. Z wielką przyjemnością ogłaszam, że główną nagrodę zdobywa :

CANDYMONA
 Kochana, czekam na dane do wysyłki oraz na produkty, które wybrałaś. Pamiętaj jeszcze o wyborze produktu do włosów firmy Organix, który jest dodatkiem do tego rozdania.

Wielkie Gratulacje dla Zwycieżczyni i ogromne podziękowania dla Was za piękne życzenia!


poniedziałek, 17 października 2016

Jesienna i zimowa pielęgnacja włosów z ŁZS

Okres chłodów to bardzo ciężki czas dla włosów i skóry głowy. Jeśli udało nam się w miarę je zregenerować po letnim słońcu i morskiej wodzie to mamy sprawę ułatwioną. Jeśli nie, to do pielęgnacji musimy przyłożyć się znacznie bardziej.


Dla osób takich jak, które dodatkowo mają jeszcze problemy ze skórą głowy (ŁZS) przetrwanie noszenia czapki i duże różnice temperatur to bardzo duże wyzwanie. Lata praktyki sprawiły, że mam w tym względzie doświadczenie więc z chęcią się nim podzielę w kilku praktycznych radach:

1.Częste pranie czapki, a także poszewki na poduszkę i generalnie wszystkiego co ma dość częsty kontakt z naszymi włosami i skórą głowy. Na tych rzeczach bardzo łatwo zbiera się brud i łój, który dodatkowo podrażnia skórę głowy, więc częste pranie pomoże nam tego uniknąć.

2.Czyszczenie szczotek, grzebieni, gumek i innych akcesoriów do włosów. Podobna zasada jak powyżej.

3.Mycie włosów rano. Przez noc skóra głowy produkuje więcej łoju, więc może zdarzyć się tak, że włosy umyte wieczorem, rano mogą wyglądać nieświeżo. Ja swoje kłaczki od kilku lat myję rano i zdecydowanie im to służy. Wydaje mi się, że warto trochę wcześniej wstać, żeby lepiej wyglądać.

4.Używanie chłodnego nawiewu suszarki. Zbyt gorący podrażnia skórę, która produkuje więcej łoju oraz niepotrzebnie wysusza włosy.

5.Używanie odpowiednich szamponów. Tutaj nie wypowiem się czy powinny być naturalne czy też z SLS, bo każdy musi znaleźć swój rodzaj. Niemniej jednak jeśli używamy szamponów naturalnych, to warto raz na kilka dni potraktować skalp czymś mocniejszym, żeby dokładnie pozbyć się wszystkich naleciałości.



6.Peeling do skóry głowy. Peeling skóry głowy sprawdza się przy każdym rodzaju włosów, nie tylko tych z problemami. Poprawia znacząco ukrwienie skóry głowy co ma pozytywny wpływ na porost włosów. Możemy używać specjalnych peelingów lub zmieszać szampon ze zwykłym cukrem. Ja staram się robić peeling co tydzień.

7.Maski do włosów i skóry głowy. Do samej skóry polecam maski z glinkami, które doskonale oczyszczają, natomiast do włosów dobieramy maskę według potrzeb. Maski do włosów starajmy się kłaść od ucha w dół, chyba że opis mówi inaczej. Poświęćmy też minimum 2-3 minuty na dokładne spłukanie produktu. Ta sama zasada obowiązuje w przypadku odżywek do spłukiwania.


8.Używanie leczniczych szamponów oraz wcierek. Jeśli mamy akurat wysyp plam to warto sięgnąć po apteczne produkty, które pomogą nam się z tym uporać. Kosmetyków tych też warto używać profilaktycznie raz w tygodniu, kiedy nasza skóra jest zdrowa. U mnie osobiście najlepiej sprawdza się Dercos firmy Vichy.

9.Nie przesadzajmy też z olejowaniem włosów. Ja robię to maksymalnie dwa razy w tygodniu, a kiedy skóra mnie mocno swędzi to stosuję na nią żel aloesowy.

Sposobów jest oczywiście bardzo dużo. Więcej możecie wyczytać na przykład na bardzo fajnym portalu Kobiece Porady. Sama często tam zaglądam, bo artykuły są przyjemnie i prosto napisane.

A Wy jakie macie sposoby na dbanie o włosy podczas chłodów?

Przypominam też o trwającym rozdaniu!

wtorek, 11 października 2016

Testowanie ze Skin79- 3 STEP Shower Glow Brightning Mask

Jakiś czas temu firma SKIN79 ogłosiła na swojej stronie na Facebooku nabór do testów na nowość w ich ofercie, czyli 3 Step Shower Glow Brightning Mask. Byłam bardzo zadowolona, kiedy udało mi się dostać do grona testerek. Dzisiaj zapraszam Was na wpis na temat tego właśnie produktu.


Poza maseczką dostałam też piękną, srebrną torbę z logo SKIN79. Przyda się podczas kosmetycznych zakupów.

Cały zabieg podzielony jest na trzy części: peeling w płatku, maseczka w płacie oraz rozświetlający krem. Każda część zapakowana jest w osobną część opakowania, więc nie ma obaw, że coś nam się pomiesza.


Część pierwsza, czyli peeling w płatku ma bardzo wygodną formę, bo można w ten płatek włożyć palce i pomasować skórę. Ten zabieg powinniśmy robić przez około 2-3 minuty, a następnie opłukać twarz letnią wodą. Bardzo podobały mi się efekty tej części zabiegu, bo skóra była bardzo ładnie oczyszczona i odświeżona, a przy tym nie było żadnych podrażnień.


Kolejna część to klasyczna maska w płacie, którą nakładam na 10-20 minut. Ja osobiście uwielbiam maski od SKIN79 i nie inaczej było z tą wersją. Trzymałam ja 20 minut, bo moja skóra ostatnio sprawiała wrażenie suchej i ściągniętej, więc chciałam jej zafundować solidną dawkę nawilżenia. Po zdjęciu płata serum bardzo szybko się wchłonęło i pozostawiło skórę przyjemnie miękką, choć lekko lepiącą się.


Na koniec przyszła pora na rozświetlający krem i tu zaczęły się dla mnie schody. Mam tłustą skórę, więc jeśli po użyciu maski skóra mi się lekko świeciła, to po kremie zamieniłam się w latarnię. Cera była owszem mocno nawilżona, ale bardzo świecąca. Zaryzykowałam i nałożyłam makijaż i już było ok. Wszystkie kolorowe kosmetyki bardzo dobrze się rozprowadziły i miałam wrażenie, że skóra dłużej trzyma mat.

W mojej opinii to bardzo ciekawy produkt, który dobrze sprawdzi się w jesienno-zimowym okresie, a także latem kiedy skóra może być przesuszona słońcem.

Zapraszam na zakupy do SKIN79, bo znajdziecie tam ten produkt plus wiele, wiele innych w bardzo atrakcyjnych cenach.

poniedziałek, 10 października 2016

Nowości Sleek oraz rozdanie dla Was

Jak ktoś czyta regularnie mojego bloga to wie, że firmę Sleek kocham miłością szczerą i prawdziwą, a że ostatnio wypuścili trochę nowości to od razu zapragnęłam je mieć. Zapraszam na szybki przegląd tego co do mnie wpadło, a na końcu czeka na Was niespodzianka!



Tutaj wszystko co ostatnio do mnie wpadło, poza matową szminką, którą zapodziałam w torebce. Po kolei Sleekowe cuda:


Kultowa już paleta rozświetlaczy "Solstice". Ma piękne złote opakowanie. Kolorki na żywo bardzo mi się podobają, w sam raz do cieplejszych, jesiennych makijaży.


Kolejne rozświetlacze, czyli "Midas Touch". Chciałam jakieś chłodne kolory, a ta paleta idealnie się wpisuje w mroźne, zimowe klimaty.


Ostatnio odkryłam moc kolorowych korektorów, więc paleta z nimi również trafiła do moich zakupów.


Odkrywam konturowanie na mokro i szukałam palety, która miałaby wystarczająco chłodne odcienie, a przy tym nie zawierała parafiny. Sleek wyszedł na przeciw moim potrzebom i tak oto trafił do mnie Cream Contour Kit w wersji "Light".


Pierwsza paleta cieni to bajecznie kolorowa "Whimsical Wonderland". Tą plaetkę mam już od jakiegoś czasu i parę razy z niej korzystałam i juz mi się podoba.


Kolejna paleta to "On the Horizon". Już nią mazałam i widzę, że częto będę z niej korzystać, bo te pomarańcze doskonale podkreślą niebieskie oczy.


Ostatnia Sleekowa nowość w moje kolekcji to "Goodnight Sweetheart". Paletka raczej z tych neutralnych, ale utrzymana w chłodnych szarościach i przydymionych różach. Bardzo ciekawe kolory, muszę się nią pobawić, żeby coś więcej powiedzieć.

Mam jeszcze kilka Sleekowych produktów na celowniku, ale poczekam jak będą dostępne w Polsce.

A na koniec obiecana niespodzianka, a mianowicie rozdanie, a w nim do wygrania zupełnie nowa paleta rozświetlaczy "Solstice":


Co zrobić, aby wygrać tą paletkę:
1. Trzeba być publicznym obserwatorem mojego bloga
2. Dodatkowo przyznaję +1 los za:
   a.polubienie mojej strony na Facebooku
   b.obserwacja w Google +
   c.udostępnienie informacji o rozdaniu (każde udostępnie to plus jeden los).

Rozdanie potrwa do 30 października, a 24 października zapraszam na początek kolejnego rozdania.

Regulamin:
1.Publiczne obserwowanie mojego bloga
2.Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
3.Konkurs trwa od 10.10.2016 do 30.10.2016 do godziny 23:59
4.Wyniki ogłoszę do 7 dni od zakończenia rozdania na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
5.Sponsorem nagród jestem ja.
6.Biorąc udział w rozdaniu zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy danych do wysyłki).
 Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Na e-mail od zwycięzcy czekam 7 dni, potem wybieram kolejną osobę.

Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.Udostepniłem/am (link)

Serdecznie zapraszam do zabawy

wtorek, 4 października 2016

Asian Box 3, czyli do trzech razy sztuka?

Dawno nie napisałam żadnego posta. Nie wiem czy to aura czy brak nachnienia czy może po prostu ogólne zmęczenie sprawiły, że po prostu mi się nie chciało. Są jednak takie sprawy, dla których z chęcią wracam do pisania postów.

Dzisiaj takim akcentem było Asian Box 3, czyli jedyne pudełko jakie do mnie trafi w październiku (o ile dobrze pamiętam). Darowałam sobie na razie zamówienie pudełek, bo po pierwsze muszę zużyć trochę zapasów, a po drugie sama robiłam trochę większe zakupy (ach te nowości ze Sleeka) i nie chcę za bardzo naruszać finansów.

A jak się prezentuje sam box? Okładka autorstwa Fancy z bloga Być kobietą po mojemu. O tym, że Ola będzie autorką okładki wiedziałam już wcześniej i bardzo się na to cieszyłam, bo podobają mi się Jej prace. Zresztą nie tylko mnie, bo pudełko zostało od razu porwane przez Stasika z tekstem "To moje!". Z reguły bardziej interesuje go zawartość, ale to okazało się znacznie ciekawsze:


A to w środku:


Pudełko jest bardzo bogate i zróżnicowane. Praktycznie wszystkie produkty są pełnowymiarowe, ale po kolei:


Black Snail Care Kit od Holika Holika jest zestawem miniatur, ale wiem że te miniatury z reguły starczają na dłuższy czas, więc to dobre rozwiązanie jeśli chcemy wypróbować produkt przed kupnem wersji pełnowymiarowej.


Baby Pet Magic Mask Panda (Holika Holika), czyli maska w płacie. Tej wersji jeszcze nie miałam, więc z chęcią wypróbuję.


Lioele Perfect Jumbo Concealer wypróbowałam od razu i już mogę stwierdzić, że zarówno kolor, jak i krycie bardzo mi się podobają. Zobaczymy jak będzie z trwałością.


Dr. Ampoule Hyaluronic Acid zapowiada się na idealny jesienno-zimowy produkt, kiedy moja skóra potrzebuje znacznie więcej nawilżenia.


Water Drop Sleeping Pack to kolejny produk, który ma za zadanie nawilżyć skórę, tym razem w formie maski na noc.

Ten box jest po prostu mega! Wszystko idealnie dobrane pod porę roku. Widać też, że słuchają swoich subskrybentek, bo pojawiły się te produkty, o które byli proszeni. Brawo dla sklepu My Asia za tak fantastyczną kompozycję. Ja już czekam na kolejną edycję.

środa, 14 września 2016

Dlaczego kosmetyki nie działają?

Kolejne 200 PLN wydane na krem i zero efektów? Cudowny podkład, ale u nas nie ma efektu Photoshopa? Czy robimy coś źle czy może niektóre kosmetyki rzeczywiście nie działają? Jeśli interesuje Was ten temat, to zapraszam do czytania.

Prawda jak zwykle leży gdzieś w połowie, czyli trochę to nasza wina, a trochę wina samego kosmetyku. Zacznę od tego drugiego tematu, czyli kiedy przyczyna leży w samym produkciea w zasadzie nie w nim , tylko w sposobie jego promowania i pokazywania działania. Nie będę tu upatrywała winy w nas, czyli konsumentach, bo reklama oraz to jak dany produkt ma być postrzegany przez ludzi to ogromny przemysł, za którym stoją miliardy. Całe szczęście w obecnych czasach większość konsumentów ma swobodny dostęp do internetu i może poszukać opinii na temat danego kosmetyku. W takiej sytuacji polecam szukanie opinii na blogach bądź na forach internetowych. Też nie zawsze są to opiniie całkowicie rzetelne, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek.


Teraz najważniejsza przyczyna, czyli my sami i nasze grzechy przeciwko poprawnemu działaniu kosmetyków:

1.Niedokładne oczyszczanie.
Nawet najlepszy krem nie zadziała na źle oczyszczonej skórze. Wręcz przeciwnie, może tylko dodatkowo pozatykać pory. Ja sama stosuję potrójne oczyszczanie pod tytułem olejek, pianka a później jeszcze masaż szczoteczką z peelingiem. Nie mam przesuszonej ani podrażnionej skóry, a pozbyłam się dzięki temu wielu dokuczliwych wągrów, zwłaszcza z okolic policzków i brody.

2.Źle dobrany kosmetyk
Tu niestety klapsy należą się koncernom kosmetycznym za ciągłe pokazywanie kosmetyków, zwłaszcza do twarzy z perspektywy wieku, a nie z perspektywy potrzeb danej cery. Całe szczęście ten trend powoli zaczyna znikać i nazwy przestają być mylące. A nawet jeśli są to w momencie gdy ktoś ma jako takie pojęcie o składach kosmetyków, to niech właśnie na nie zerknie i spokojnie kupuje krem 40+, nawet gdy ma raptem 20 lat.
Bardzo często źle dobranym kosmetykiem jest podkład, zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i o przeznaczenie, dlatego jeśli mamy okazję najpierw go przetestować to tak zróbmy, bo później szkoda wydanych pieniędzy na coś co nam i tak nie posłuży.



3. Nieczytanie składów
Nie każdy jest specjalistą w tej dziedzinie i jest to zrozumiałe, ale warto zerknąć czy przypadkiem dany składnik w kosmetyku nam przypadkiem nie szkodzi. Podam prosty przykład: ja z moim ŁZS absolutnie nie mogę używać szamponów z SLS, bo od razu mam plamy i strupy. Natomiast moja siostra może używać tylko tych drogeryjnych, bo po naturalnych najczęściej ma strąki. Poza tym mamy podobny typ włosów, czyli cienkie i przetłuszczające się.
Dlatego bardzo namawiam do czytania składów i rozpoznania co nam może szkodzić a co nie. Ja już mniej więcej wiem co mi pomaga, a co szkodzi, ale i tak cały czas się uczę.

4.Za dużo na raz
Bardzo często chcemy bardzo szybko coś osiągnąć, ale z kosmetykami podobnie jak z ćwiczeniami i dietą, czyli wymagają systematyczności w odpowiednich dawkach. Czyli fundowanie skórze tygodnia, gdzie dziennie nakładamy 3 maseczki, testujemy nowe serum czy tonik nie jest najlepszym pomysłem.

5.Hormony
To takie szczwane bestie, które odpowiadają za to, że przed ważną imprezą wyskoczy nam wielki pryszcz. Nie ma co z nimi walczyć, o ile nie powodują poważnych problemów zdrowotnych. Najlepiej znaleźć sobie jakiś zestaw ratunkowy na takie sytuacjie i z niego korzystać.



6.Zmiany
Są takie skóry, które lubią ciągłe stosowanie tego samego kremu. Moja tego nie lubi. Co więcej moja tak bardzo lubi zmiany, że najlepiej jakbym zmieniała krem co miesiąc. Oznaczałoby to bankructwo, więc ja stosuję swoisty płodozmian, a mianowicie krem owszem, zmieniam dość często, ale po mniej więcej dwóch miesiącach z powrotem do niego wracam, a jeśli wiem, że nie dam rady wykorzystać to się dzielę, najczęściej z siostrą, która ma podobną cerę.

Lubicie posty z poradami? Ja znalazłam motywację na Kobiece Porady. Za dużo ostatnio było tylko recenzji, więc postaram się trochę urozmaicić posty. Jak się Wam podoba takie rozwiązanie?