poniedziałek, 7 września 2015

Skin79 Krem BB Orange, czyli początek azjatyckiej przygody

Pamiętacie o makijażowym rozdaniu? Jeśli nie to zapraszam, bo można fajne rzeczy przygarnąć.

Od pewnego czasu marka Skin79 zdobywa polski rynek. Wcześniej te osławione koreańskie kosmetyki dostępne były tylko na EBayu albo od koreańskich dystrybutorów, a to co można było nabyć na allegro często okazywało się podróbką. Obecnie jest kilku miejsc, gdzie można kupić oryginalne produkty i warto z tego korzystać.

Ja swoją przygodę ze Skin79 rozpoczęłam kupując limitowaną edycję ShinyBox "Love your skin", która w całości składała się z kosmetyków Skin79, w tym tytułowego BB Orange. No i dalej będzie już tylko o nim.

Zacznijmy od opakowania:



Krem zapakowany jest w kartonik w energetycznym pomarańczowym kolorze. Po otwarciu ukazuje nam się plastikowa buteleczka o dość futurystycznym stylu. Mnie się to akurat podoba, ale ma taką wadę, że nie widać ile produktu nam zostało. Niektórzy narzekają też, że nie da się nosić tej buteleczki bez kartonika, bo pompka jest bardzo wrażliwa. Jest to prawda, bo przy wyciskaniu produktu trzeba naprawdę uważać, żeby nam się nic nie porozlewało dookoła.

Opakowanie, opakowaniem, ale najważniejsze są właściwości. Oto co czytamy na stronie oficjalnego sklepu Skin79 w Polsce (który notabene bardzo polecam):

Europejki pokochały ORANGE za kolor,

który jest najbardziej zbliżony do europejskich podkładów drogeryjnych,

jednocześnie zachowując wszelkie właściwości azjatyckiego
kosmetyku typu BB cream. 

Lekka formuła oraz żółte tony nadają skórze jednolity odcień,
staje się gładka, świeża i promienna. 

Krem posiada kompleks regulujący pracę gruczołów łojowych,
jest więc idealną propozycją na lato.

Pomaga zachować zdrowy wygląd skóry,
ponadto posiada wysoki filtr przeciwsłoneczny SPF50+PA+++

Wysoka zawartość naturalnych olejów utrzymuje skórę jędrną i nawilżoną,
ekstrakty roślinne mają działanie przeciwzmarszczkowe.

Fitosfingozyna wzmacnia barierę ochronną naskórka i działa kojąco na
niedoskonałości, również przeciwdziała 

powstawaniu nowych wyprysków czy zaskórników.
Cermidy uzupełniają barierę lipidową dzięki czemu wzrasta wilgotność w skórze.

Teraz zdjęcia na łapce:




Ostatnie zdjęcie jest po rozsmarowaniu kremu.

Jak widać po rozsmarowaniu krem idealnie stopił się z moją lekko opalona skórą na ręku. Pora na zdjęcia na twarzy.
Buzia przed makijażem (nałożone mam serum korygujące z Bielendy oraz krem drzewo sandałowe i kurkuma z Orientany)

Nie mam jakiś większych niedoskonałości typu pryszcze. Bardziej narzekam na rozszerzone pory, zaskórniki, zaczerwienienia oraz lekkie przebarwienia na policzkach.
A tak wygląda to po nałożeniu BB Orange (bez pudru czy też korektora):

Jak widać krem raczej ma też charakterystyczny azjatycki "glow", ale mnie on osobiście nie przeszkadza, bo lubię taki efekt w codziennym wyglądzie. Nie lubię bardzo płaskiego matu. Krem, choć zdjęcia tego nie oddają, robi taki właśnie lekko satynowy mat.
Krem pięknie przykrywa naczynka, zaczerwienienia i przebarwienia oraz ładnie zwęża pory skóry. Przypudrowany lekkim pudrem daje efekt wręcz porcelanowej skóry, nawet u osób ze skórą problematyczną. Jeśli używam go z kremem bardziej matującym to już w ogóle nie potrzeba pudru. Mimo wszystko wolę go używać z czymś bardziej nawilżającym, bo ma lekką tendencję do podkreślania suchych skórek. Krem trzyma się naprawdę świetnie cały dzień i to testowany w letnich upałach. Przy takiej temperaturze jak teraz nie wymaga poprawek nawet na mojej tłustej skórze. Z czym trzeba uważać to z ilością. Ja za pierwszym razem nałożyłam całą zawartość próbki i to był błąd, bo zrobiło mi to lekką maskę na twarzy, ale już wtedy efekt był obiecujący.
Co jednak najbardziej mi się w tym kremie podoba to fakt, że twarz po zmyciu wygląda rewelacyjnie. Na rozjaśnioną i wypoczętą, czyli te aktywne składniki naprawdę działają!
Gorąco polecam ten produkt, bo ja się wręcz zakochałam w tym kremie i już testuję kolejne kremy od Skin79, więc recenzje niebawem. Dzisiaj też zrobiłam małe zakupy w ich sklepie co zdecydowanie polecam, bo zawsze dostajemy jakieś fajne próbki, a przy tym jest sporo promocji.
Czekam na kolejne ich produkty i zastanawiam się jak sprawdzają się azjatyckie pudry. Czy są równie godne polecenia co ich kremy BB? Ktoś coś wie?

13 komentarzy:

  1. Zależy jaki chcesz puder - tonujący , kryjący , czy chroniący przed nadmiarem sebum ? Z ich pudrów kultowy ( i tani) jest innisfree no sebum , pudry lioele ( mają piękne pudełeczka ) i etude house ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaskakująco mocno kryje jak na krem BB.

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie kryje, chociaż ja jednak wolę mocno matujące produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bardzo lubię azjatyckie BB :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nadal uwielbiam face2 change Holika Holika

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuszą mnie te kremy BB ale obawa się, że jak dla mnie będą mieć za słabe krycie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam ten VIP Gold, uwielbiam jak działa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawił mnie ten krem
    ________________________
    swiatproduktow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Twarz doskonała :D! A to opakowanie jest genialne ^^!

    loveanimalsi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam kilka BB kremów od Skin79 I także je uwielbiam! Jeśli chodzi o inne azjatyckie BB to od siebie mogę Ci polecić Bio-Essence Platinum - twarz wygląda na naprawdę idealną i jak na krem BB ma dość duże krycie jednak nie przeszkadza mu to w tym by wyglądać naturalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Azjatyckie pudry akurat są średnie, mimo często przepięknych opakowań. Niby drobniutko zmielone, aksamitne w dotyku ale coś z nimi jest nie do końca jak trzeba. No, chyba że mówimy o pudrach matujących. Wtedy świetnie sprawdza się wyżej wymieniony przez interendo puder z Innisfree albo Skinfood Peach Sake Silky Finish. Pudrów Lioele nie polecam, ale nie miałam żadnego do skóry tłustej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam <3
    Ja także zastanawiam się nad podejściem do azjatyckich pudrów~

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam wersję vip gold i go bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń