środa, 19 sierpnia 2015

Zakupy z dzieckiem i mężem-poradnik przetrwania

Z tego co widzę w Waszych komentarzach część też jest mamami, a także ma mężów/partnerów, więc pewnie lepiej zrozumie czemu zakupy, kosmetyczne lub ciuchowe (spożywcze się nie liczą) są pewnego rodzaju szkołą przetrwania. Ze względu na to, że Synek oraz Małżonek źle znoszą moja nieobecność, z reguły na wszystkie zakupy udajemy się razem. Po kolei przybliżę jak wyglądają kolejne etapy zakupów z małym dzieckiem. Z Mężem poradziłam sobie dość szybko, po prostu wysyłając go na coś do jedzenia albo do księgarni podczas gdy buszuję wśród różnych mazidełek. Z Młodym już nie poszło tak łatwo i nadal nie jest.

1.Etap pierwszy-Raj. Etap pierwszy trwał tak mniej więcej do momentu kiedy Stasik skończył 8 miesięcy i przesiadł się z gondoli na spacerówkę. Do tego momentu zakupy to była czysta przyjemność. Młody większość czasu przesypiał w wózku, a ja mogłam ile chciałam oglądać kremy, podkłady itd. To były cudowne czasy ;-). Jak ja za nimi tęsknię!

2.Etap drugi-Czyściec. Przesiadka do spacerówki zbiegła się z ząbkowaniem, skokiem rozwojowym i generalnie nienawiścią do wszystkich którzy nie są mamą i tatą. Przy okazji doszła chęć niszczenia, więc na tym etapie zakupy były robione ekspresowo ze szczególną uwaga na to, żeby nie zbliżać się z wózkiem do przedmiotów, które łatwo się tłuką. Przy okazji wyrobiłam sobie niesamowity refleks łapania różnych rzeczy.

3.Etap trzeci Piekło/Raj. Etap ten rozpoczął się kiedy Stasik stał się stworem dwunożnym i z wielką chęcią korzystania z nowej umiejętności. Szczęśliwie zbiegło się to również  z etapem "jestem taki uroczy i do wszystkich się uśmiecham", że wystarczy tylko znaleźć jakąś istotę która będzie odpowiadała na uśmiechy Młodego i zakupy to istny raj. Jeśli istoty takowej nie ma to lepiej sobie zakupy zrobić w necie niż narażać się na gniew piekielny.

A wiecie co jest dużo bardziej wkurzające od teatralnie wzdychającego Męża czy prującego się Synka? Ludzie, którzy komentują "za moich czasów" albo " dostał by klapsa to byłby spokój". Niestety nasze społeczeństwo uwielbia wtrącać się do wychowywania dzieci. Już pomijam fakt, że wtrąca się do ich ubierania czy żywienia, bo o tym będzie osobny wpis


2 komentarze:

  1. Etapy, o których piszesz przeszłam dwa razy. Choć muszę przyznać, że w większości przypadków moje potwory zostawały z tatą albo siadały sobie z bułą gdzieś gdzie je widziałam a ja przeszukiwałam półki. Teraz jednak sytuacja się trochę zmieniła, po pierwsze często zostawiam je same w domu lub jak czegoś szukam, one szperają w testerach i oglądają lakiery lub swatchują na ręku cienie do powiek.
    Ostatnio ja już byłam gotowa a moja młodsza (5,5) poprosiła mnie byśmy jeszcze zostały bo nie popatrzyła sobie na wszystkie produkty :).

    OdpowiedzUsuń
  2. pracując w rossmanie i widząc oraz słysząc niektóre matki to po prostu zastanawiam się dokąd świat zmierza, owszem wtrącanie się w wychowanie dzieci i to nieswoich to zgroza, ale są i tacy ludzie, którzy rodzicielstwo powinni mieć zabronione...

    OdpowiedzUsuń